
Wszystko ogarniasz najlepiej - tylko jakim kosztem?
Czy zdarza Ci się słyszeć takie zdania?
“Nie wiem, co byśmy bez Ciebie zrobili.”
“Na Tobie zawsze można polegać.”
“Ty to wszystko ogarniesz.”
“Dobrze, że jesteś.”
Na początku oczywiście bardzo miło się tego słucha.
Bo przecież każdy z nas chce być potrzebny, mieć poczucie, że jest ważny, że wnosi coś do życia innych ludzi.
Ale to ma też drugą stronę
To właśnie do Ciebie ludzie dzwonią, kiedy mają problem.
To Ty organizujesz rodzinne spotkania.
Ty pamiętasz o urodzinach.
Ty zostajesz dłużej w pracy.
Ty przejmujesz projekty, kiedy ktoś nie wyrabia.
Ty pilnujesz by wszystko było opłacone i zorganizowane
Ty przypominasz dzieciom o wszystkim.
Ty pilnujesz lekarzy, zakupów, wakacji, prezentów.
I pewnego dnia, gdy jesteś już bardzo przemęczona, masz w głowie jedną ostro brzmiące myśli:
“Dlaczego znowu wszystko jest na mojej głowie?”
“Dlaczego inni nie mogą robić tego co ja?”
I często możesz usłyszeć w odpowiedzi, że musisz być bardziej asertywna, że musisz nauczyć się prosić o pomoc, stawiać oczekiwania
Ja nie jestem przekonana, że to jest sedno problemu.
Bo gdyby chodziło tylko o brak asertywności…
to po przeczytaniu jednej książki albo obejrzeniu kilku rolek w internecie większość z nas już dawno umiałaby mówić “nie”.
A jednak wiele osób doskonale wie, jak odmówić
A mimo to… wciąż ma to poczucie, że wszystko musi ogarnąć samemu.
Dlaczego?
Bo ten problem często leży znacznie głębiej.
A zaczyna się od odpowiedzi na pytania…
Kim jesteś, kiedy przestajesz być tą osobą, która wszystko ogarnia?
I właśnie o tym będzie ten odcinek.
Bo chciałabym pokazać Ci, że czasami największym problemem jest tyle Twoja nadmierna odpowiedzialność ale to, że przez lata ta odpowiedzialność mogła stać się częścią Twojej tożsamości.
Nie tylko czymś, co robisz.
Ale tym kim jesteś.
Zacznijmy od tej asertywności.
Osobiście nie wierzę, że większość osób, które biorą na siebie za dużo, nie zna słowa “nie”.
Wręcz przeciwnie.
Myślę, że większość z nich doskonale wie, kiedy powinna odmówić.
Wie, że nie musi zostawać po godzinach.
Wie, że partner też mógłby pamiętać o urodzinach swojej mamy.
Wie, że koleżanka z pracy mogłaby sama przygotować prezent dla szefa.
Wie nawet, że jeśli raz nie odbierze telefonu, świat się nie zawali.
A mimo to… robi to.
I właśnie dlatego nie uważam, że największym problemem jest brak asertywności.
Asertywność jest bardzo ważną umiejętnością, ale często jest ostatnim elementem całej układanki.
Bo u wielu osób zanim wypowiedzą słowo “nie”, ich mózg zdąży już podjąć decyzję, że powiedzenie “tak” będzie bezpieczniejsze.
Dlaczego?
Bo bardzo często bronimy w ten sposób swojej tożsamości.
Wyobraź sobie dwie osoby.
Obie zostają po godzinach.
Obie pomagają wszystkim.
Obie przejmują dodatkowe obowiązki.
Ale motywacja każdej z nich jest zupełnie inna.
Pierwsza osoba myśli:
“Dzisiaj pomogę, bo wiem, że koleżanka jest w trudnej sytuacji.”
A druga myśli:
“Jeżeli nie pomogę… to będę egoistką.”
Z zewnątrz wygląda to identycznie.
Ale wewnątrz dzieją się dwie zupełnie różne rzeczy.
Jedna osoba po prostu jest pomocna ale to nie ma związku z jej postrzeganiem siebie, kiedy druga czuje, że tak na prawdę to nie ma wyboru.
Skąd się bierze nasze poczucie tożsamości
Nasza tożsamość nie powstaje jednego dnia.
Buduje się przez setki, a właściwie tysiące doświadczeń.
Dziecko bardzo szybko uczy się odpowiedzi na pytanie:
“Co sprawia, że jestem bezpieczna?”
U jednych będzie to bliskość.
U innych osiągnięcia.
U jeszcze innych posłuszeństwo.
A niektóre dzieci bardzo wcześnie odkrywają, że największy spokój w domu pojawia się wtedy…
gdy są odpowiedzialne.
Gdy nie sprawiają problemów.
Gdy pomagają.
Gdy zajmują się młodszym rodzeństwem.
Gdy nie dokładają rodzicom zmartwień.
Gdy są “takie dzielne”.
Oczywiście, nie zawsze wynika to z tego, że rodzice zrobili coś źle.
Czasami wynika to niewiedzy i dobrych chęci, a czasem z bardzo trudnej sytuacji rodzinnej.
Choroby.
Rozwodu.
Przeciążenia.
Czasem z kultury, w której wychowywało się dziecko.
A czasem po prostu z tego, że dziecko samo zauważyło:
“Kiedy jestem tą odpowiedzialną… wszyscy są zadowoleni i jest mniej problemów.”
I mózg zapamiętuje.
“Odpowiedzialność daje bezpieczeństwo.”
A skoro daje bezpieczeństwo… to warto robić jej jeszcze więcej.
Niestety nasz mózg nie, aktualizuje tej strategii na bieżąco i nie sprawdza, czy wciąż się nadaje .
Nie budzimy się w wieku trzydziestu pięciu lat i nie mówimy do siebie:
“Świetnie, Natalia. Już jesteś dorosła. Już nie musisz odpowiadać za wszystkich.”
Nie.
Jeśli jakaś strategia przez dwadzieścia albo trzydzieści lat pomagała Ci czuć się bezpiecznie…
mózg będzie proponował ją Tobie dalej.
Nawet jeśli dziś kosztuje Cię ona przemęczenie, frustrację i poczucie, że wszystko jest na Twojej głowie.
Chciałabym, żebyś przez chwilę zastanowił/a się nad jednym pytaniem.
Kiedy ostatnio zrobiłaś coś tylko dlatego, że naprawdę tego chciałaś?
Nie dlatego, że ktoś na to liczył.
Nie dlatego, że tak wypadało.
Nie dlatego, że “i tak nikt inny by tego nie zrobił”.
Tylko dlatego…
że to był Twój świadomy wybór.
Bo między odpowiedzialnością a nadodpowiedzialnością często nie ma różnicy w zachowaniu.
Ale zdecydowanie jest różnica w wolności jaką mamy podczas wyboru.
Im bardziej jesteś odpowiedzialna... tym więcej odpowiedzialności dostajesz.
Możliwe, że przez lata miałaś poczucie, że świat jest po prostu niesprawiedliwy.
Że to zawsze na Ciebie wszystko spada.
Że inni jakoś potrafią odmówić.
Że inni nie przejmują się tak bardzo.
Że partner nie zauważa tego, co trzeba zrobić.
Że współpracownicy zostawiają swoje obowiązki.
Że rodzina dzwoni po pomoc zawsze właśnie do Ciebie.
I z czasem zaczynasz wierzyć, że po prostu trafiasz na ludzi, którzy Cię wykorzystują.
I czasami rzeczywiście tak jest.
Są osoby, które świadomie wykorzystują czyjąś gotowość do pomagania.
Ale bardzo często dzieje się coś dużo bardziej subtelnego.
Ludzie uczą się naszego sposobu funkcjonowania.
Wyobraź sobie nową pracę.
Jest pięć osób w zespole. Na początku nikt nie wie, kto za co będzie odpowiadał.
Kto pierwszy zgłosi się do przygotowania prezentacji.
Kto zostanie po godzinach.
Kto zrobi notatki.
Kto zadzwoni do klienta.
Kto przypilnuje szczegółów.
Ale mija kilka miesięcy.
I wszyscy już wiedzą.
“To dajmy Kasi.”
“Kasia zrobi.”
“Kasi pamięta.”
“Kasia ogarnie.”
I uwaga…
Bardzo często nie dzieje się to dlatego, że ludzie chcą wykorzystać Kasie.
Tylko dlatego, że przez wiele miesięcy właśnie taki obraz Kasi zbudował się w ich głowach.
Kasia jest tą, która zawsze daje radę.
Nasze zachowanie uczy innych, czego mogą się po nas spodziewać.
To nie znaczy, że jesteśmy odpowiedzialni za cudze zachowanie.
Ale jesteśmy współtwórcami relacji.
Relacja to nie jest coś, co robi tylko jedna osoba.
To system.
A system bardzo szybko dostosowuje się do tego, jak zachowują się jego uczestnicy.
W psychoterapii systemowej mówi się o tym, że kiedy jedna osoba zaczyna pełnić jakąś rolę bardzo konsekwentnie…
cały system zaczyna się do niej dostosowywać.
Jeśli przez lata jesteś tą odpowiedzialną… ktoś inny może zacząć być tym mniej odpowiedzialnym.
To trochę jak taniec.
Jeśli jedna osoba przez cały czas prowadzi…
druga jest prowadzona.
To, co teraz powiem, może być niewygodne.
Ale nie mówię tego po to, żeby wzbudzić w Tobie poczucie winy.
Mówię to dlatego, że jeśli chcemy coś zmienić, potrzebujemy zobaczyć cały obraz.
Czasami… pomagając komuś cały czas… odbieramy mu możliwość nauczenia się odpowiedzialności.
Przykład.
Jeśli partner nigdy nie musi pamiętać o rachunkach…
bo Ty pamiętasz.
Jeśli nigdy nie musi umówić wizyty u lekarza…
bo Ty to robisz.
Jeśli nigdy nie musi sprawdzić, czego brakuje w lodówce…
bo Ty sprawdzasz.
To pytanie brzmi czy on w ogóle miał okazję się podjąć / nauczyć tego ?
Więc im więcej odpowiedzialności bierzesz za innych dorosłych ludzi… tym mniej miejsca zostawiasz im na rozwijanie własnej odpowiedzialności.
…
I wiem, że dla wielu osób to będzie bardzo trudne zdanie.
Bo pod tą odpowiedzialnością często kryje się miłość.
Troska.
Dobre intencje.
Chęć pomocy.
Ale czasem… najlepszą pomocą nie jest zrobienie czegoś za drugą osobę.
Tylko pozwolenie jej zmierzyć się z konsekwencjami własnych decyzji.
Takich sytuacji w gabinecie mam bardzo wiele, wiem więc, że osoba nadodpowiedzialna nie robi to dlatego, że chce wszystko i wszystkich kontrolować.
Najczęściej…
robi to z lęku.
Jasne, kiedy patrzymy z zewnątrz…
widzimy kontrolę.
Ale kiedy zajrzymy głębiej… bardzo często zobaczymy…
lęk.
Że będzie bałagan.
Że coś zostanie zapomniane.
Że ktoś się obrazi.
Że dzieci będą cierpiały.
Że rachunek nie zostanie zapłacony.
Że coś się nie uda.
Że trzeba będzie ponieść konsekwencje.
Marzenie by przestać musieć wszystko kontrolować
Paradoks polega na tym…
że ta osoba wcale nie chce mieć wszystkiego pod kontrolą.
Ona bardzo często marzy o tym…
żeby ktoś w końcu przejął część odpowiedzialności.
Ale jednocześnie…
bardzo trudno jest jej pozwolić drugiej osobie zrobić coś po swojemu.
“Ale przecież inni naprawdę robią to gorzej…”
W tym momencie część osób może pomyśleć:
“No dobrze Natalia… ale u mnie to naprawdę wygląda inaczej.
Ja nie biorę wszystkiego na siebie dlatego, że lubię.
Tylko dlatego, że jak ja tego nie zrobię, to nikt tego nie zrobi.”
Albo zrobi…
ale byle jak.
Wolniej.
Niedokładnie.
Będzie trzeba poprawiać.
Więc szybciej jest zrobić samemu.
Brzmi znajomo?
czasem…
to jest prawda.
Partner rzeczywiście czegoś nie umie.
Naprawdę jest mniej zorganizowany.
Naprawdę czegoś nie zauważa.
Naprawdę wolniej wykonuje zadania.
To się zdarza.
Nie chcę byś słuchając tego odcinka odniosła/odniósł wrażenie, że jeśli bierzesz na siebie za dużo, to pewnie sam/a tworzysz ten problem.
I to byłoby ogromne uproszczenie.
Bo nie każda relacja wygląda tak samo.
Ja widzę przynajmniej trzy różne sytuacje.
1. Pierwsza.
Wyprzedzanie.
Pierwsza sytuacja jest taka, że druga osoba naprawdę chce uczestniczyć.
Ale bardzo szybko zostaje wyprzedzona.
Przykład.
Partner wkłada naczynia do zmywarki.
Ty patrzysz.
I myślisz:
„Nie… przecież to powinno być inaczej.”
Więc poprawiasz.
Partner robi zakupy.
Kupuje inne produkty niż ty, czegoś nie kupił, coś kupił w nadmiarze…
Myślisz:
“Nie, no kupił 3 ogórki na krzyż, następnym razem ja to zrobię.”
Partner ubiera dziecko.
Nie tak jak Ty.
Poprawiasz.
Partner próbuje ugotować obiad.
Robi bałagan.
Wchodzisz przewracasz oczami i sprzątasz za niego.
I teraz….
Każda taka sytuacja wysyła drugiej osobie bardzo konkretny komunikat.
“Ja zrobię to lepiej.”
Nawet jeśli nigdy nie wypowiesz tych słów.
Wyobraź sobie, że uczysz się nowej pracy.
Za każdym razem, kiedy próbujesz coś zrobić…
ktoś zabiera Ci zadanie z rąk.
Poprawia.
Mówi:
“Dobra, ja zrobię.”
Jak długo miałabyś ochotę dalej próbować?
Poczucie sprawczości buduje się dzięki doświadczeniu.
Nie dzięki temu, że ktoś nam mówi, jak coś zrobić.
Ale dzięki temu, że możemy próbować.
Popełniać błędy.
Poprawiać je.
I zobaczyć, że sobie poradziliśmy.
Jeśli odbieramy drugiej osobie możliwość przechodzenia przez ten proces…
bardzo trudno oczekiwać, że stanie się bardziej samodzielna.
Czasami za brakiem inicjatywy nie stoi lenistwo ale utrata poczucia wpływu.
2. Druga sytuacja.
Ale jest też druga możliwość.
Druga osoba doskonale widzi, że wszystko robisz.
Widzi, że jesteś zmęczona.
Widzi, że bierzesz kolejne obowiązki.
I… nic z tym nie robi.
Nie proponuje pomocy.
Nie przejmuje inicjatywy.
Nie uczy się.
Nie pyta.
Nie interesuje się.
Bo jest jej tak wygodnie.
I to również się zdarza.
I nie chciałabym, żeby ten odcinek kogokolwiek przekonywał, że każda osoba jest tylko ofiarą systemu.
Nie.
Dorośli ludzie odpowiadają za swoje zaangażowanie.
Za swoją gotowość do uczenia się.
Za zauważanie potrzeb drugiej osoby.
Chcę bardzo wyraźnie podkreślić.
To nie jest odcinek o tym, że osoby odpowiedzialne są winne temu, że inni są mniej odpowiedzialni.
Nie.
Dorosły człowiek odpowiada za swoje wybory.
Są partnerzy, którzy nie chcą się angażować.
Są osoby, którym jest po prostu wygodnie.
Są też takie, które nigdy nie miały okazji nauczyć się samodzielności, a powinny były to zrobić zanim się jeszcze poznaliście.
I za to również ponoszą odpowiedzialność.
3. Trzecia.
Różnica kompetencji.
Jest jeszcze trzeci scenariusz.
I mam wrażenie, że to on powoduje najwięcej frustracji.
Bo czasami…
druga osoba naprawdę się stara.
Ale robi to inaczej.
Wolniej.
Mniej dokładnie.
Nie zauważa tylu rzeczy.
Nie planuje z takim wyprzedzeniem.
Nie ma takiej potrzeby kontroli.
Nie przewiduje pięciu kroków do przodu.
I pytanie brzmi…
czy to oznacza, że jest gorszym partnerem?
Ludzie naprawdę różnią się poziomem organizacji.
Sumienności.
Potrzeby porządku.
Przewidywania.
Wrażliwości na chaos.
Jedna osoba zauważy, że kończy się papier do drukarki kiedy zostanie mniej niż 50 kartek.
Druga zauważy to wtedy, kiedy będzie chciała coś wydrukować i będzie 0 kartek.
I żadna z tych osób nie robi tego specjalnie.
.
Bardzo często osoba odpowiedzialna nie cierpi dlatego… że partner nic nie robi.
Cierpi często dlatego, że partner nie robi tego tak jak ona uważa, że powinno się to robić.
Wyobraź sobie dwie osoby.
Jedna robi zakupy raz w tygodniu.
Z listą.
Wszystko zaplanowane.
Druga kupuje na bieżąco wtedy kiedy czegoś zabraknie.
Pierwsza myśli:
„Jak można nie planować, kupowanie na bieżąco to strata czasu.”
Druga myśli:
“Po co planować lepiej kupować to na bieżąco to na co się ma ochotę”
Żadna nie ma lepszego czy gorszego sposobu ani tym bardziej racji.
One po prostu funkcjonują inaczej.
I teraz…
Czy naprawdę potrzebujesz, żeby ktoś robił to dokładnie tak jak ty?
Są rzeczy, które można odpuścić.
I są rzeczy, których odpuścić nie wolno.
Jeśli partner inaczej układa naczynia w zmywarce…
być może warto pozwolić mu robić to po swojemu.
Ale jeśli od miesięcy nie bierze odpowiedzialności za dzieci.
Za finanse.
Za wspólne decyzje.
Za emocjonalny ciężar relacji.
To nie jest kwestia innego stylu działania.
To jest kwestia braku partnerstwa.
Najważniejszym pytaniem więc jest w tej sytuacji
“Czy druga osoba chce być współodpowiedzialna?”
to jest kluczowe.
Jeżeli odpowiedź brzmi:
“Tak. Chce, ale robi to inaczej, wolniej, uczy się, popełnia błędy.”
To możemy pracować nad oddawaniem przestrzeni, tolerancją na inny sposób działania i rezygnacją z perfekcyjnej kontroli.
Jeżeli odpowiedź brzmi:
“Nie. Nie chce. Nie interesuje się. Tak jest jej wygodnie.”
To problem nie leży już w Twojej nadodpowiedzialności. Problemem staje się brak zaangażowania drugiej osoby, a wtedy rozmowa dotyczy granic, oczekiwań, odpowiedzialności w związku, a czasem nawet decyzji o przyszłości relacji.
Dlaczego tak trudno odpuścić?
Chciałabym, żebyśmy zatrzymali się teraz na chwilę przy jednej bardzo konkretnej sytuacji.
Wyobraź sobie, że siedzisz w pracy.
Ktoś pyta:
“Kto może się tym zająć?”
I przez kilka sekund… nikt się nie odzywa.
Co dzieje się wtedy w Twojej głowie?
Jeśli jesteś osobą, która często bierze za dużo odpowiedzialności…
bardzo możliwe, że pojawiają się myśli podobne do tych:
„No oczywiście jak zwykle nikt się nie zgłasza.”
“To nie może tak zostać, To trzeba zrobić porządnie.”
“Jak nikt się nie zgłosi, szef będzie niezadowolony.”
“Ja to zrobię szybciej, wiem w sumie jak.”
“Nie chcę, żeby ktoś pomyślał, że jestem leniwa.”
I zanim zdążysz to wszystko świadomie przeanalizować…
słyszysz własny głos:
“Dobra… ja to zrobię.”
I oczywiście bardzo często wydaje nam się, że podjęliśmy świadomą decyzję.
Tylko nasz mózg nie podejmuje decyzji wyłącznie na podstawie tego, ile mamy zasobów i czasu i możliwości.
On zadaje też inne pytanie.
“Przy którym wyborze będę czuła się bezpieczniej?”
Bo nie lubi niepewności, a jeśli odpowiedzialność jest pewna i bezpieczna – mózg myśli – ok idźmy w to!
Bardzo często wydaje nam się, że pomagamy dlatego, że jesteśmy dobrzy.
Ale czasami…npomagamy po to, żeby jak najszybciej przestać czuć napięcie.
To bardzo ważna różnica.
Bo w pierwszym przypadku pomagam drugiej osobie.
A w drugim… po prostu reguluję własne emocje.
Inny przykład
Wyobraź sobie partnera.
Widzisz, że znowu nie zrobił zakupów.
Wiesz, że mogłabyś poczekać.
Mogłabyś powiedzieć:
“Teraz Twoja kolej.”
Ale nie wytrzymujesz.
Jedziesz sama.
Z zewnątrz wygląda to jak przejęcie odpowiedzialność.
Ale gdybyśmy zajrzeli głębiej…
bardzo możliwe, że Twój układ nerwowy nie wytrzymał napięcia związanego z czekaniem.
Bo czekanie oznaczało niepewność.
A niepewność dla wielu osób jest znacznie trudniejsza niż zmęczenie.
Wiem, że wiele osób próbuje walczyć z tym zachowaniem.
Mówi sobie:
“Od jutra będę myśleć tylko o sobie.”
“Od jutra będę bardziej asertywna.”
Ale jeśli nie zmieni się to, co dzieje się pod spodem…
bardzo trudno będzie wytrwać.
Bo za każdym razem, kiedy spróbujesz odpuścić…
pojawi się napięcie.
Poczucie winy.
Niepokój.
Myśl, że jesteś samolubna.
Że zawiodłaś.
Że powinnaś zrobić więcej.
I większość ludzi niestety interpretuje te emocje jako dowód, że robi coś złego.
Dzisiaj chciałabym zaproponować Ci inne spojrzenie.
Spojrzenie nie jak na sygnał, że robisz coś złego, ale na sygnał, że robisz…
coś nowego.
Bo to normalne, że każda zmiana strategii, która przez lata dawała nam poczucie bezpieczeństwa, będzie wywoływała w dyskomfort, właśnie dlatego, że jest nowa.
Wgląd nie wystarczy
W terapii często mówimy o tym, że sam wgląd nie wystarczy.
To, że dziś rozpoznasz u siebie ten mechanizm, nie sprawi, że jutro przestaniesz brać na siebie za dużo.
Twój mózg potrzebuje nowego doświadczenia.
Potrzebuje przekonać się, że świat nie zawali się wtedy, kiedy nie przejmiesz wszystkiego.
Że ktoś inny też może znaleźć rozwiązanie.
Że relacja może przetrwać Twoje “nie”.
Że nie musisz zasługiwać na swoje miejsce poprzez ciągłe udowadnianie swojej wartości.
To oczywiscie nie oznacza, że masz przestać być odpowiedzialna
Absolutnie nie o to chodzi.
Ja bardzo lubię odpowiedzialnych ludzi.
Myślę, że to dzięki nim świat tak dobrze działa.
To oni pamiętają.
Organizują.
Wspierają.
Są lojalni.
Można na nich polegać.
I nie chciałabym, żeby po tym odcinku ktoś pomyślał, że powinien przestać taki właśnie być.
Chciałabym tylko, żeby odpowiedzialność była dla Ciebie cechą, wyborem.
A nie obowiązkiem.
Dlatego przygotowałam do tego odcinka mini workbook, który pomoże Ci przełożyć tę wiedzę na konkretne ćwiczenia. Są tam pytania, których nie zdążyliśmy omówić w podcaście, ćwiczenia pomagające rozpoznać własne wzorce i małe eksperymenty, dzięki którym Twój mózg będzie mógł zacząć uczyć się nowego sposobu reagowania. Link znajdziesz w opisie odcinka.
Jak zacząć to zmieniać?
1. Zacznij obserwować emocje, a nie zachowanie.
Zacznij obserwować co się dzieje w Twoim ciele tuż przed tym jak zachowasz się automatycznie odpowiedzialnie, jak się zgodzisz, przejmiesz odpowiedzialność itp. .
Tę jedną sekundę…
kiedy jeszcze nic nie powiedziałaś.
Jeszcze się nie zgłosiłaś.
Jeszcze nie przejęłaś zadania.
Zadaj sobie wtedy jedno pytanie.
Co właśnie poczułam?
Czy to był spokój?
Czy może napięcie?
Lęk?
Poczucie winy?
Strach, że ktoś sobie nie poradzi?
Bo bardzo często decyzję podejmujemy nie dlatego, że chcemy jak najszybciej przestać czuć napięcie.
2. Naucz się wytrzymywać dyskomfort.
Bardzo często myślimy, że zmiana polega na tym, żeby przestać odczuwać dyskomfort.
Jet raczej odwrotnie
Zmiana zaczyna się wtedy, kiedy uczysz swój układ nerwowy, że potrafisz ten dyskomfort wytrzymać.
Kiedy partner zrobi coś inaczej.
Kiedy koleżanka zrobi prezentację po swojemu.
Kiedy dzieci same czegoś zapomną.
Kiedy nie wszystko będzie idealnie.
I nic strasznego się nie wydarzy.
Bo właśnie wtedy Twój mózg dostaje nowe doświadczenie.
“Nie przejęłam odpowiedzialności… a świat się nie zawalił.”
3. Oddawaj odpowiedzialność małymi krokami.
Nie próbuj od jutra oddać połowy swoich obowiązków.
To prawdopodobnie skończy się ogromnym lękiem i frustracją.
Zacznij od jednej rzeczy.
Jednej.
Takiej, którą naprawdę możesz oddać.
I… nie poprawiaj.
To będzie najtrudniejsza część.
Nie poprawiaj.
Nie komentuj.
Nie kończ za drugą osobę.
Pozwól jej zrobić to po swojemu.
Pamiętaj…
oddanie odpowiedzialności nie oznacza, że druga osoba od razu zrobi wszystko idealnie.
Tak samo jak Ty nie robiłaś wszystkiego idealnie, kiedy się uczyłaś.
Kompetencje buduje się przez doświadczenie.
Nie przez słuchanie jak ktoś bardziej doświadczony Cię poucza.
4. Sprawdź, czy bierzesz odpowiedzialność… czy odbierasz ją.
Przez najbliższy tydzień spróbuj zadawać sobie jedno pytanie, może gdzieś to sobie spisz.
Czy właśnie pomagam… czy odbieram komuś szansę, żeby zrobił to sam?
To nie zawsze będzie łatwe do rozróżnienia.
Ale już samo zadanie sobie tego pytania może wiele zmienić.
5. Zadaj sobie najtrudniejsze pytanie.
Kim jesteś kiedy nie jesteś tą osobą, która wszystko ogarnia?
Bo jeśli jedyną odpowiedzią jest…
“Nie wiem.”
To być może właśnie od tego warto zacząć swoją pracę.
Czyli nad budowaniem poczucia własnej wartości, które nie zależy od tego, ile robisz dla innych.
Być może przez lata uwierzyłaś, że Twoją największą wartością jest to, że można na Tobie polegać.
Ale człowiek nie staje się wartościowy dlatego, że wszystko dźwiga.
Człowiek jest wartościowy również wtedy, kiedy potrafi usiąść, Odpocząć.
Poprosić o pomoc.
I pozwolić innym wziąć kawałek ciężaru.
To nie są zdrowe relacje jeśli jedna osoba jest filarem dla wszystkich.
Zdrowe relacje polegają na tym, że wymieniamy się w tej roli filaru 😉
Nie chciałabym, żebyś po tym odcinku przestała być odpowiedzialna. Chciałabym tylko, żebyś zaczęła odróżniać odpowiedzialność od nadodpowiedzialności. Bo pierwsza buduje Twoje dojrzałe relacje i dorosłe dobre życie ale druga bardzo często prowadzi do zmęczenia, frustracji i samotności.

Natalia Sadownik Psycholog TSR