Coraz więcej osób decyduje się na psychoterapię. I bardzo mnie to cieszy, bo jeszcze kilkanaście lat temu pójście do psychologa czy psychoterapeuty dla wielu osób było czymś wstydliwym. Dzisiaj coraz częściej traktujemy dbanie o zdrowie psychiczne podobnie jak wizytę u fizjoterapeuty czy lekarza czyli jako formę zadbania o siebie.
Ale zauważyłam też coś innego.
Im bardziej psychoterapia staje się popularna, tym więcej pojawia się wokół niej mitów, uproszczeń i bardzo kategorycznych opinii.
W mediach społecznościowych przeczytasz, że jeśli masz lęk tylko jeden nurt będzie skuteczny.
Ktoś inny napisze, że jeśli terapeuta zadaje zadania domowe, to znaczy, że dobrze pracuje. Albo wręcz przeciwnie – że dobry terapeuta nigdy nie daje rad ani ćwiczeń.
Jedni twierdzą, że klient decyduje jak często chce chodzić na spotkania a inni, że terapia musi odbywać się raz czy dwa razy w tygodniu, przez min rok bo inaczej nie ma sensu.
Jeszcze ktoś inny powie Ci, że jeśli po kilku spotkaniach nie czujesz ogromnej zmiany, to chyba trafiłeś na złego specjalistę.
A kiedy czytam takie komentarze, zawsze mam jedną myśl.
rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona.
Sama kiedyś myślałam dość kategorycznie jeżeli chodzi o psychoterapię.
Kiedy wiele lat temu rozpoczynałam własną terapię, i zaczynałam studia psychologiczne byłam przekonana, że istnieje jeden “właściwy sposób” pracy nad sobą czyli wieloletnia regularna psychoterapia – a pozostałe sposoby są po prostu złe i nieskuteczne.
Myślałam, że żeby coś się zmieniło to trzeba chodzić regularnie, najlepiej raz albo dwa razy w tygodniu, że musi być trudno, że głównie chodzi o to by znaleźć przyczyny problemów, głównie poprzez rozumienie i analizowanie ich, i że tylko w ogóle psychoterapia żadna inna praca nie pomoże.
Dzisiaj, patrząc zarówno z perspektywy osoby, która sama była wiele lat w terapii, przeszła wiele różnych doświadczeń na sobie,, a także dzięki wielu doświadczeniom mojej przyjaciółki z różnymi czasem bardziej alternatywnymi podejściami jak i z perspektywy psycholożki i psychoterapeutki w trakcie kształcenia pracującej z klientami – wiem, że rzeczywistość wygląda dużo ciekawiej i dużo mniej czarno-biało.
Widzę osoby, którym wystarczy kilka spotkań, żeby uporządkować jakiś konkretny problem.
Widzę osoby, które korzystają z terapii przez kilka lat.
Są też tacy, którzy przychodzą na kilka miesięcy, robią przerwę, wracają po roku, kiedy pojawia się nowy etap życia.
I to wszystko może być całkowicie w porządku.
Dlatego chciałabym, żeby ten odcinek nie był rankingiem nurtów psychoterapii ani ocenianiem, kto prowadzi terapię lepiej, a kto gorzej.
Chciałabym raczej pokazać Ci, jak świadomie korzystać z psychoterapii.
Na co warto zwracać uwagę.
Czego nie bać się zupełnie.
A co rzeczywiście powinno zapalić czerwoną lampkę.
I jeszcze jedna ważna rzecz.
Będę mówiła również o nurcie, w którym sama pracuję, czyli Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach, w skrócie TSR. Ale zależy mi, żeby ten odcinek nie był reklamą jednego podejścia.
Jednak nie ma co ukrywać, że pytani„Jaki nurt jest najlepszy?” to jedno z najczęstszych pytań, jakie zadają osoby szukające psychoterapii.
“Do kogo mam pójść? Do terapeuty poznawczo-behawioralnego? Psychodynamicznego? TSR? A może terapii schematów?”
I to jest bardzo zrozumiałe. W końcu chcemy wybrać dobrze.
Ale paradoksalnie… to nie jest pierwsze pytanie, które warto sobie zadać.
Dlaczego?
Bo kiedy naukowcy zaczęli porównywać skuteczność różnych nurtów psychoterapii, okazało się coś bardzo ciekawego.
Owszem, między nurtami istnieją różnice. Niektóre mają więcej badań dotyczących konkretnych zaburzeń, niektóre lepiej sprawdzają się w pracy z określonymi trudnościami. Ale te różnice są znacznie mniejsze, niż mogłoby się wydawać.
Od ponad trzydziestu lat prowadzone są ogromne metaanalizy skuteczności psychoterapii. Badacze tacy jak Bruce Wampold, John Norcross czy Michael Lambert pokazują, że o powodzeniu terapii w dużo większym stopniu decyduje coś innego niż sama szkoła terapeutyczna.
Przede wszystkim liczy się relacja między terapeutą a klientem, wspólnie ustalone cele, zaangażowanie obu stron oraz przekonanie, że obrana droga ma sens.
Można to porównać do podróży w góry.
Wyobraź sobie, że chcemy wejść na ten sam szczyt.
Jedna osoba wybierze szlak czerwony.
Druga niebieski.
Trzecia zielony.
Po drodze będą inne widoki, inne tempo, czasami inne trudności.
Ale wszystkie prowadzą na ten sam szczyt.
Podobnie jest z psychoterapią.
Nurty różnią się tym, jak rozumieją problem i jaką drogę proponują do zmiany. Natomiast cel jest bardzo podobny – zmniejszenie cierpienia, większa elastyczność psychiczna, lepsze rozumienie siebie i możliwość prowadzenia bardziej satysfakcjonującego życia.
Co więcej, współczesna psychoterapia coraz rzadziej wygląda tak, że terapeuta pracuje wyłącznie w jednym modelu. Wielu specjalistów korzysta z dorobku różnych podejść, oczywiście w sposób przemyślany i zgodny z ich szkoleniem.
Ja również choć pracuję w nurcie Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach i bardzo cenię ten sposób myślenia to jednocześnie korzystam z wiedzy o stylach przywiązania, regulacji emocji, neuropsychologii, terapii schematów czy terapii akceptacji i zaangażowania a nawet czasem używam technik EMDR na sesji, jeśli może to pomóc lepiej zrozumieć klienta lub po prostu uznam, że to może być skuteczniejsze w danym momencie.
Badania pokazują, że znaczenie ma również to, czy terapeuta wierzy w metodę, którą pracuje. Jeśli dobrze rozumie swój model, czuje się w nim kompetentny i potrafi w jasny sposób wyjaśnić klientowi, dlaczego proponuje właśnie takie interwencje, terapia zwykle przebiega skuteczniej.
Chciałabym, żeby po tym odcinku zostało z Tobą jedno pytanie.
Nie: “Który nurt psychoterapii jest najlepszy?”
Ale:
“Jak rozpoznać czy ta terapia będzie dla mnie pomocna?”
Ale ok zacznijmy od tego żeby w ogóle zrozumieć, czym właściwie różnią się nurty psychoterapii?
To chyba najbardziej myląca część psychoterapii.
Bo kiedy wpiszesz w Google “psychoterapeuta”, to wyświetli Ci się cała listę tajemniczo brzmiących nazw.
CBT.
ACT.
TSR.
TFP
EMDR
Psychodynamiczna.
Systemowa.
Gestalt.
Terapia schematów…
I można odnieść wrażenie, że każdy jest do czegoś innego i że to zupełnie różne tematy i trudno się w tym odnaleźć.
Ale jak porównamy psychoterapię do gotowania, to będzie łatwiej zrozumieć, jak wpiszesz w Google restauracja – to wyskoczy Ci japońska, włoska, polska itp.
Nurty = kuchnia włoska, japońska, francuska
Techniki terapeutyczna = konkretne przepisy
Każda kuchnia ma swoją filozofię. Często te same składniki są wykorzystywane w różnych kuchniach no i choć niektóre będą Ci bardziej smakowały to w każdej się najesz 😉
Można tez to porównać psychoterapię do podróży.
Chcesz dojechać do miejsca, w którym jest mniej cierpienia, więcej spokoju, lepsze relacje albo większa odwaga do życia po swojemu.
Terapeuta towarzyszy Ci w tej podróży.
I teraz wyobraź sobie, że ma do dyspozycji ogromny garaż.
Stoi w nim wiele różnych samochodów.
Każdy nadaje się do czegoś trochę innego.
Jeden lepiej radzi sobie w górach.
Inny na autostradzie.
Jeszcze inny świetnie sprawdza się w mieście.
Nie ma jednego najlepszego samochodu.
Są tylko samochody lepiej lub gorzej dopasowane do konkretnej drogi.
I moim zdaniem właśnie tak warto myśleć o psychoterapii.
Poszczególne nurty nie różnią się tym, że jedne pomagają, a inne nie.
One różnią się przede wszystkim tym, na co jako pierwsze kierują uwagę terapeuty.
To trochę tak, jakby każdy terapeuta miał ten sam garaż, ale rozpoczynał podróż od innego samochodu czy od innych składników czy kolejności ich dodawania do dania.
I co ważne, współcześnie coraz więcej terapeutów korzysta z elementów wypracowanych przez różne podejścia. Badania nad psychoterapią coraz częściej pokazują, że skuteczność nie wynika z kurczowego trzymania się jednego modelu, ale z umiejętnego dopasowania sposobu pracy do konkretnego człowieka.
1. Dlaczego w ogóle powstało tyle nurtów psychoterapii?
Zanim opowiem o poszczególnych nurtach, chciałabym zwrócić uwagę na jedną rzecz.
Bardzo często myślimy o nurtach psychoterapii tak, jakby były konkurującymi ze sobą drużynami.
Jakby każda mówiła:
“My wiemy najlepiej.”
A tak naprawdę historia psychoterapii wygląda zupełnie inaczej.
Każdy kolejny nurt powstawał dlatego, że ktoś zauważył coś ważnego, czego poprzednie podejścia nie dostrzegały wystarczająco mocno.
To trochę jak rozwój medycyny.
Nie dlatego przestaliśmy stosować jedne metody, że były całkowicie złe.
Po prostu z czasem odkrywaliśmy kolejne elementy, które pomagają człowiekowi zdrowieć.
I psychoterapia rozwija się dokładnie tak samo.
Nie jako walka między nurtami.
Bardziej jako rozmowa między nimi.
Każdy wniósł do psychoterapii coś bardzo ważnego.
Różnią się przede wszystkim tym, co uznają za najważniejszy punkt wyjścia do rozumienia człowieka i planowania zmiany.
Oczywiście to są pewne uproszczenia. Każdy terapeuta pracuje trochę inaczej, nawet jeśli wywodzi się z tego samego nurtu. Coraz więcej specjalistów pracuje także integracyjnie, czerpiąc z różnych podejść. Chciałabym więc pokazać raczej filozofię tych rodzin terapii niż stworzyć sztywne definicje.
Wyobraźmy sobie jedną osobę
Załóżmy, że do gabinetu przychodzi kobieta.
Ma 35 lat.
Od lat czuje, że nie jest wystarczająco dobra.
Boi się odrzucenia.
Trudno jej stawiać granice.
Często wybiera partnerów, przy których rezygnuje z siebie.
Wszystkie nurty chcą pomóc tej kobiecie.
Ale mogą rozpocząć podróż od trochę innego pytania.
Podejścia psychodynamiczne
Historycznie były jednymi z pierwszych rozwijających się nurtów psychoterapii.
Ich filozofia opiera się na przekonaniu, że żeby naprawdę zrozumieć obecne trudności, warto przyjrzeć się temu, jak kształtowały się nasze wzorce przeżywania siebie i relacji.
Terapeuta psychodynamiczny może więc zacząć od pytań:
“Jak wyglądały Twoje najważniejsze relacje?”
“Jak nauczyłaś się bliskości?”
“Kiedy po raz pierwszy poczułaś, że musisz zasłużyć na miłość?”
To oczywiście nie znaczy, że psychoterapeuta psychodynamiczny będzie przez kilka lat rozmawiał wyłącznie o dzieciństwie.
To chyba największy mit dotyczący tego nurtu.
Celem nie jest też znalezienie winnego.
Celem jest zrozumienie mechanizmów, które kiedyś pomagały przetrwać, a dziś mogą już nie służyć.
Rodzina terapii poznawczo-behawioralnych
Później zaczęły rozwijać się podejścia poznawczo-behawioralne.
Były odpowiedzią na przekonanie, że oprócz historii życia ogromne znaczenie ma również to, jak dziś interpretujemy rzeczywistość i jak reagujemy na własne myśli oraz emocje.
Tutaj znajdziemy między innymi klasyczną terapię poznawczo-behawioralną, terapię schematów czy ACT.
Każde z tych podejść rozwinęło trochę inny fragment tej filozofii.
CBT częściej rozpocznie od przyjrzenia się myślom, emocjom i zachowaniom.
Terapia schematów zapyta o utrwalone wzorce i niezaspokojone potrzeby emocjonalne.
ACT może zapytać:
“Jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś mimo lęku mogła robić to, co naprawdę jest dla Ciebie ważne?”
To oczywiście nie oznacza, że terapeuci CBT nie rozmawiają o dzieciństwie albo emocjach.
Rozmawiają.
Po prostu częściej zaczynają od teraźniejszości.
Największy mit?
Że CBT to zimna, sztywna terapia oparta wyłącznie na logice.
Współczesna trzecia fala terapii poznawczo-behawioralnych bardzo mocno uwzględnia emocje, relację terapeutyczną, uważność i doświadczenie klienta.
Podejścia humanistyczne i doświadczeniowe
Kolejna rodzina terapii zwróciła uwagę na coś jeszcze.
Że człowiek potrzebuje nie tylko rozumieć siebie.
Potrzebuje również doświadczać siebie.
Dlatego tutaj terapeuta może częściej zapytać:
“Co teraz czujesz?”
“Co dzieje się w Twoim ciele, kiedy o tym mówisz?”
“Jak to jest być teraz z tą emocją?”
To nie znaczy, że inne nurty nie pracują z emocjami.
Pracują.
Tutaj emocje częściej stają się główną drogą prowadzącą do zmiany.
Podejścia systemowe
Ta rodzina terapii również powstała jako odpowiedź na wcześniejsze sposoby myślenia.
W terapii systemowej duży nacisk kładzie się na relacje i wzajemny wpływ ludzi na siebie.
Zaczęły więc pytać nie tylko:
“Co dzieje się w Tobie?”
Ale również:
“Co dzieje się między ludźmi?”
“Jak wzajemnie na siebie wpływacie?”
Z tego sposobu myślenia wyrasta również Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach, choć rozwija własną, bardzo charakterystyczną filozofię.
A ponieważ sama pracuję w tym nurcie, chciałabym zatrzymać się przy nim odrobinę dłużej.
Nie dlatego, że uważam go za najlepszy.
Po prostu najlepiej znam jego filozofię i wiem, ile nieporozumień wokół niego narosło.
I tutaj pojawia się chyba największe nieporozumienie dotyczące tego nurtu.
Wiele osób słysząc nazwę “terapia skoncentrowana na rozwiązaniach” wyobraża sobie terapeutę, który mówi klientowi, jak rozwiązać jego problem.
A jest dokładnie odwrotnie.
W TSR terapeuta nie jest ekspertem od życia klienta.
Nie daje gotowych recept.
Pomaga klientowi bardzo dokładnie określić, dokąd chce dojść.
Jak wygląda jego preferowana przyszłość.
Po czym pozna, że terapia przynosi efekty.
I wspólnie z nim szuka sposobów, które będą najbardziej pomocne właśnie dla tej osoby.
Kolejny częsty mit brzmi:
“TSR jest powierzchowne. Nie pracuje głęboko – z traumą, emocjami ani dzieciństwem.”
Tymczasem filozofia TSR w ogóle nie odpowiada na pytanie:
“O czym wolno rozmawiać?”
Odpowiada na pytanie.
“Po co o tym rozmawiamy?”
Jeżeli rozmowa o dzieciństwie pomoże klientowi lepiej zrozumieć siebie i przybliży go do życia, którego chce — rozmawiamy o dzieciństwie.
Jeżeli ważniejsza będzie praca z emocjami — pracujemy z emocjami.
Jeżeli potrzebna będzie psychoedukacja albo nauka nowych umiejętności — robimy właśnie to.
filozofia TSR mówi, że człowiek zazwyczaj bardzo dobrze zna swój problem.
Ale znacznie trudniej odpowiedzieć mu na pytanie:
“Jak chciałbym żyć, kiedy tego problemu nie będzie albo jak będzie mniejszy?”
Dlatego w TSR tak dużo miejsca poświęca się preferowanej przyszłości.
Nie po to, żeby ignorować problem.
Ale po to, żeby wiedzieć, dokąd tak na prawdę zmierzamy.
Bo trudno zaplanować podróż, jeśli nie znamy celu.
I myślę, że to jest piękne podsumowanie całej tej części.
Bo kiedy przyjrzymy się wszystkim nurtom, okazuje się, że one dużo częściej się uzupełniają, niż ze sobą walczą.
Każdy z nich wniósł do psychoterapii coś niezwykle cennego.
A współczesna psychoterapia coraz częściej korzysta z tego wspólnego dorobku, zamiast budować mury między szkołami.
Czy gdyby istniał jeden wyraźnie najlepszy nurt psychoterapii, to myślisz, że po ponad 100 latach rozwoju psychoterapii pozostałe nadal byłyby stosowane na całym świecie?”
2. Co naprawdę mówią badania o skuteczności psychoterapii?
No dobrze.
Skoro istnieje tyle różnych nurtów psychoterapii, to pewnie pojawia się najbardziej oczywiste pytanie.
Czy któryś z nich jest po prostu najlepszy?
To pytanie od lat zadają sobie również naukowcy.
I prawdopodobnie najczęściej usłyszysz taką odpowiedź:
“CBT jest najlepiej przebadanym nurtem psychoterapii.”
I to jest prawda.
Ale nie jest to cała prawda.
Bo bardzo ważne jest zrozumienie, co właściwie oznacza słowo „przebadany”.
Dlaczego właśnie CBT?
Terapia poznawczo-behawioralna od samego początku rozwijała się równolegle z medycyną opartą na faktach, czyli Evidence Based Medicine.
Jej twórcy od początku przykładali ogromną wagę do prowadzenia badań naukowych.
Tworzyli bardzo dokładne protokoły terapii dla konkretnych trudności, na przykład depresji, zaburzeń lękowych czy bezsenności.
Dzięki temu badaczom łatwiej było sprawdzić, czy dana metoda rzeczywiście działa.
Można powiedzieć, że CBT od początku było projektowane również z myślą o tym, żeby można było je dobrze badać.
I to jest ogromna zaleta tego nurtu.
Ale warto pamiętać, że nie oznacza to automatycznie, że wszystkie pozostałe nurty są mniej skuteczne.
Dlaczego inne nurty miały mniej badań?
Wyobraź sobie dwóch kucharzy.
Pierwszy gotuje dokładnie według przepisu.
Każdy składnik jest odważony.
Każdy etap zapisany.
Drugi również gotuje świetnie.
Ale trochę zmienia przepis w zależności od tego, kto siedzi przy stole.
Jeżeli ktoś nie lubi cebuli — pomija ją.
Jeżeli ktoś jest uczulony na mleko — zmienia na napój migdałowy.
Jeżeli ktoś lubi ostrzejsze smaki — doprawia inaczej.
Którego kucharza będzie łatwiej przebadać?
Oczywiście pierwszego.
Podobnie było przez wiele lat z psychoterapią.
Niektóre nurty dużo bardziej indywidualizowały proces terapeutyczny, dlatego klasyczne badania kliniczne były po prostu trudniejsze do przeprowadzenia.
To nie znaczy, że były mniej skuteczne.
To znaczy, że trudniej było je badać metodami, które stosowano w tamtym czasie.
A jak wygląda to dzisiaj?
Dzisiaj mamy znacznie więcej badań niż jeszcze dwadzieścia czy trzydzieści lat temu.
Dobrze przebadane są już nie tylko różne odmiany CBT, ale również terapia psychodynamiczna, terapia schematów, ACT, podejścia systemowe czy Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach.
Przykładowo metaanalizy pokazują, że TSR osiąga porównywalną skuteczność do innych uznanych podejść w wielu obszarach, między innymi w pracy z depresją, zaburzeniami lękowymi, problemami adaptacyjnymi czy w pracy z rodzinami i młodzieżą.
Podobnie wygląda sytuacja z terapią psychodynamiczną, której skuteczność również znajduje potwierdzenie w coraz większej liczbie wysokiej jakości badań.
I tutaj dochodzimy do chyba najciekawszego odkrycia.
Kiedy badacze zaczęli porównywać różne nurty psychoterapii, spodziewali się znaleźć zwycięzcę.
Tymczasem okazało się coś dużo bardziej interesującego.
Różnice między dobrze prowadzonymi terapiami różnych nurtów są zazwyczaj znacznie mniejsze, niż wcześniej przypuszczano.
Bruce Wampold, John Norcross, Michael Lambert i wielu innych badaczy zaczęło więc zadawać inne pytanie.
“Co właściwie sprawia, że psychoterapia działa?”
I tutaj pojawia się pojęcie czynników leczących.
Czyli elementów, które występują praktycznie we wszystkich dobrze prowadzonych terapiach.
Między innymi:
- dobra relacja terapeutyczna,
- poczucie bezpieczeństwa,
- wspólnie ustalone cele terapii,
- dopasowanie sposobu pracy do konkretnego klienta,
- kompetencje terapeuty,
- oraz zaangażowanie samego klienta.
To nie znaczy, że nurt nie ma znaczenia.
Ma.
Niektóre podejścia mają więcej badań dotyczących konkretnych zaburzeń.
Niektóre lepiej sprawdzają się u części klientów.
Ale sam nurt nie jest jedynym ani nawet najważniejszym elementem decydującym o powodzeniu terapii.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której mówi się zdecydowanie za mało.
To jest jedno z najciekawszych odkryć ostatnich kilkunastu lat.
Badania pokazują, że istnieją terapeuci, których klienci regularnie osiągają lepsze efekty, niezależnie od tego, w jakim nurcie pracują.
Znaczenie mają pewne kompetencje interpersonalne i sposób budowania relacji, a także gotowość terapeuty do refleksji nad własną pracą, korzystania z superwizji i przyjmowania informacji zwrotnej od klientów.
Czyli bardzo ważne jest nie tylko to, czego terapeuta się nauczył, ale również jaki jest jako człowiek. Czy potrafi słuchać. Czy umie przyznać się do błędu. Czy potrafi dostosować sposób pracy do klienta, zamiast oczekiwać, że klient dostosuje się do jego stylu.
Najlepsi terapeuci nie myślą: ‘Ja wiem najlepiej’. Raczej regularnie sprawdzają: ‘Czy to, co robimy, rzeczywiście pomaga tej konkretnej osobie?'”
Badania pokazują również, że bardzo ważne jest to, czy terapeuta dobrze rozumie model, i czy wierzy w metodę którą pracuje.
Czy potrafi spójnie wyjaśnić klientowi, jak rozumie jego trudności.
Dlaczego proponuje właśnie taki sposób pracy.
I dokąd wspólnie zmierzają.
I myślę, że to jest bardzo dobra wiadomość.
Bo oznacza, że wybierając terapeutę, nie musisz być ekspertem od wszystkich nurtów psychoterapii.
Znacznie ważniejsze jest znalezienie osoby, z którą poczujesz, że potrafi zbudować bezpieczną relację i wspólnie z Tobą określić kierunek terapii.
To właśnie to, zgodnie z aktualną wiedzą naukową, znacznie lepiej przewiduje powodzenie terapii niż sama nurt.
4. Jak wybrać psychoterapeutę? Na co naprawdę warto zwrócić uwagę?
No dobra…to skoro nie wystarczy wpisać w Google “najlepszy nurt psychoterapii”, to jak właściwie wybrać terapeutę?
Chciałabym podzielić się z Tobą listą rzeczy, na które sama zwracałabym uwagę, gdybym dziś szukała terapeuty dla siebie.
1. Nie zaczynaj od pytania o nurt
To może Cię zaskoczyć.
Gdybym dziś szukała psychoterapeuty, nurt prawdopodobnie nie byłby pierwszą rzeczą, którą sprawdzam.
Najpierw interesowałoby mnie:
- jakie ma wykształcenie, czy jest też psychologiem
- czy ukończył szkołę psychoterapii lub jest w trakcie kształcenia
- czy się szkoli,
- czy korzysta z superwizji,
- czy potrafi jasno opowiedzieć, jak pracuje.
Nurt jest ważny.
Ale jest tylko jednym z elementów.
2. Czy rozumiem, jak ten terapeuta chce mi pomóc?
To pytanie jest niedoceniane.
Dobry terapeuta zwykle potrafi powiedzieć:
“Tak rozumiem Pani trudność.”
“W taki sposób proponuję nad nią pracować.”
“Tego możemy się spodziewać.”
Nie oznacza to, że wszystko od początku będzie jasne.
Ale powinieneś mieć poczucie, że ten proces ma sens.
3. Czy czuję się bezpiecznie?
Bezpiecznie nie oznacza:
“zawsze komfortowo”.
Bo czasami terapia jest niewygodna.
Czasami dotykamy trudnych emocji.
Czasami słyszymy coś, czego nie chcieliśmy usłyszeć.
Ale mimo tego powinieneś mieć poczucie, że terapeuta jest po Twojej stronie.
Że nie ocenia.
Nie zawstydza.
Nie wyśmiewa.
Nie wykorzystuje swojej pozycji.
4. Czy możemy wspólnie ustalić cel?
Ludzie osiągają lepsze efekty terapii, kiedy obie strony wiedzą:
nad czym właściwie pracują.
Cel może się zmieniać.
Może ewoluować.
Ale dobrze, żeby istniał.
Bo inaczej łatwo chodzić na terapię przez wiele miesięcy i nie wiedzieć, czy cokolwiek się zmienia.
5. Czy terapeuta jest otwarty na rozmowę o procesie?
To pytanie uwielbiam.
Bo pokazuje bardzo dużo.
Czy możesz powiedzieć:
“Mam wrażenie, że stoimy w miejscu.”
“Nie rozumiem, po co robimy to ćwiczenie.”
“Mam poczucie, że coś między nami nie działa.”
Dobry terapeuta nie powinien odbierać tego jako ataku.
Wręcz przeciwnie.
To często bardzo ważny materiał do pracy. Sama uwielbiam jak klienci mówią do mnie, że coś nie jest dla nich ok.
6. Daj sobie czas
Pierwsza konsultacja nie zawsze odpowie na wszystkie pytania.
Czasami już po pierwszym spotkaniu czujemy, że “to jest ta osoba”.
Ale czasami potrzebujemy dwóch, trzech spotkań, żeby zobaczyć, jak wygląda współpraca.
Nie warto jednak oceniać terapii wyłącznie po tym, czy po pierwszej sesji poczułeś ulgę.
Niektóre pierwsze spotkania przynoszą ogromną nadzieję.
Inne zostawiają więcej pytań niż odpowiedzi.
I jedno, i drugie może być całkowicie normalne.
I na koniec…
Jeśli miałabym zostawić Ci po tym odcinku jedną myśl, to byłaby ona właśnie taka:
Nie szukaj najlepszego nurtu. Szukaj terapeuty, z którym będziesz mógł lub mogła stworzyć dobrą relację i który będzie potrafił wyjaśnić Ci, jak rozumie Twoje trudności i jak chce Ci pomóc.
Bo psychoterapia to proces wspólnego rozumienia, uczenia się i stopniowego budowania życia, które będzie bardziej zgodne z Tobą.
I czasami oznacza to kilka spotkań.
Czasami kilka miesięcy.
Czasami kilka lat.
A czasami przerwę i powrót po jakimś czasie.
Każda z tych dróg może być dobra, jeśli jest świadoma i odpowiada na Twoje potrzeby.
Dlatego chciałabym, żebyś po tym odcinku zapamiętał lub zapamiętała przede wszystkim jedno:
Nie bój się zadawać pytań swojemu terapeucie.
Masz prawo zapytać, jak pracuje.
Masz prawo nie rozumieć.
Masz prawo powiedzieć, że coś Ci nie służy.
I masz prawo wspólnie szukać takiej formy pomocy, która będzie dla Ciebie najlepsza.
Bo dobra psychoterapia nie polega na tym, że klient ślepo ufa terapeucie.
Dobra psychoterapia polega na tym, że dwie osoby wspólnie budują relację opartą na zaufaniu, szacunku i współpracy.
Na początku mówiłam, że psychoterapia jest trochę jak podróż.
I chciałabym zakończyć właśnie tą metaforą.
Kiedy wybieramy się w daleką drogę, rzadko zastanawiamy się, czy mapa jest ważniejsza od kierowcy.
Potrzebujemy i dobrej mapy, i dobrego przewodnika.
Ale przede wszystkim musimy wiedzieć, dokąd chcemy dojechać.
I chyba właśnie tego życzę Ci po tym odcinku.
znalezienia osoby, przy której będziesz mógł lub mogła bezpiecznie zrobić kolejny krok w stronę życia, którego naprawdę chcesz.

Natalia Sadownik Psycholog TSR