Jak możemy zmienić to co nie jest już dla nas korzystne?
Dziś zapraszam Cię na odcinek o tym, co możemy zrobić sami, a kiedy warto sięgnąć po profesjonalne wsparcie. Bo jeśli słuchasz mojego podcastu, prawdopodobnie jesteś osobą, która interesuje się rozwojem, chce zrozumieć siebie lepiej i realnie coś zmienić w swoim życiu. I może czasem zadajesz sobie pytanie: czy to wystarczy? Czy mogę naprawdę pomóc sobie sama, czy jednak potrzebuję terapii?
Porozmawiamy dziś o granicach samopomocy, sile codziennej praktyki i tym, jak budować relację z samą sobą – bez nadmiernej presji, ale z troską i odpowiedzialnością.
Samopomoc: co to właściwie znaczy?
Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest samopomoc czy samoterapia. To nie jest oficjalny termin diagnostyczny, ale dość popularne określenie sposobu pracy nad sobą przy użyciu książek, ćwiczeń, podcastów, kart pracy, medytacji czy dzienników refleksji. W skrócie – to wszystko, co robimy sami, by lepiej zrozumieć siebie i poprawić swoje samopoczucie.
Samopomoc to nie „leczenie się z internetu”. To nie „czytanie cytatów na Instagramie zamiast terapii”.
Samopomoc to akt odwagi. Moment, w którym mówisz: „nie chcę już żyć na autopilocie”.
To sięganie po narzędzia, które pomogą Ci lepiej rozumieć siebie, swoje emocje, schematy, potrzeby.
I to naprawdę ma sens. Bo jak pokazują badania z zakresu psychologii pozytywnej i terapii poznawczo-behawioralnej – już sama autorefleksja, zapisywanie myśli czy codzienne obserwowanie swoich emocji może realnie wpływać na poziom dobrostanu. Na przykład, w badaniach Pennebakera osoby, które codziennie pisały o swoich emocjach, wykazywały niższy poziom lęku i większe poczucie sensu.
Co jeszcze mozwsz robić oprócz prowadzenia dziennika?
Możesz nauczyć się, jak uspokajać układ nerwowy przez kontakt z ciałem. Możesz słuchać podcastów, zapisywać refleksje z ćwiczeń. Możesz siadać wieczorem i pytać siebie: „co czuję?”, „czego potrzebuję?”, „jakie myśli mnie dziś najbardziej poruszyły?”
Niektóre techniki – jak dziennik emocji, ćwiczenia oddechowe, techniki uważności czy praca z przekonaniami – można z powodzeniem stosować samodzielnie. Wiele z tych rzeczy znajdziesz w materiałach, które tworzę, tu szczególnie zapraszam do dołączenia do newslettera, gdzie co tydzień dzielę się ciekawostką psychologiczną do zastosowania w życiu – wystarczy, ze wejdziesz na stronę nataliasadownik.pl/newsletter.
Możesz też korzystać z workbookow i kursów, które znajdziesz na stronie a do dzisiaj – czyli do 19 maja do północy, możesz skorzystać z Paczki Samopomocy, to specjalna akcja, promującą zdrowie psychiczne, w której biorę udział. Razem ze mną dołączyło 81 specjalistów ze swoimi ebookami i workbookami, które powstały właśnie po to, by wspierać Cię w codziennym dbaniu o zdrowie psychiczne. Tematy są niezwykle szerokie, to relacje, stres, lęk, rodzicielstwo, cielesność, akcetracja, ADHD, dieta, finanse i wiele innych.
Koszt wszystkich materiałów osobno to prawie 7 tysięcy złotych a paczka kosztuje 159 zł. Warunek to zdążyć do 19 maja i pobrać wszystkie materiały w ciagu miesiąca – i wtedy można korzystać z nich bez limitu. To druga i ostatnia edycja paczki, w poprzedniej edycji, z akcji skorzystało ponad 8 tyś osób!
OD tygodnia gadam o niej bardzo duzo, bo po prostu mega wierze w ta akcje. Także Jeśli jeszcze jej nie masz to wejdź na stronę paczki, podlinkowaną w opisie tego podcastu, lub na moim profilu na IG i zobacz, jakie ebooki wchodzą w skład paczki i przekonaj się sam/sama, ze to jest mega akcja!
Kiedy samopomoc przestaje wystarczać?
No dobrze, ale czy samopomoc może zastąpić terapię?
Odpowiedź brzmi: czasem tak, a czasem nie.
👉 Możemy sami:
– nauczyć się regulować emocje (np. przez ćwiczenia oddechowe czy techniki z e-booka „Powrót do ciała”),
– zwiększać samoświadomość, prowadząc dziennik lub analizując swoje schematy (np. przy pomocy karty pracy Galan, o której mówiłam w poprzednich odcinkach),
– pracować nad komunikacją, granicami, asertywnością,
– zrozumieć swoje reakcje, dzięki psychoedukacji.
Ale są sytuacje, gdzie to może być za mało.
👉 Samopomoc nie zastąpi:
– korektywnego doświadczenia relacji terapeutycznej – czyli takiego, gdzie możemy przeżyć coś innego niż dotychczas,
– leczenia zaburzeń – jak depresja, zaburzenia lękowe, zaburzenia odżywiania czy trauma,
– pracy z mechanizmami obronnymi, których często nie widzimy sami,
– procesu, który wymaga konfrontacji ze wstydem, bólem, czy zranieniami, z którymi trudno być samemu.
Jak mówi Irvin Yalom, jeden z moich ulubionych terapeutów: „Nie można samemu wyjąć sobie drzazgi z pleców. Potrzeba drugiego człowieka.”
Przykład?
Masz trudność z lękiem. Pracujesz z oddechem, robisz ćwiczenia uważności, wiesz już, co go nasila. Ale mimo to… codziennie rano budzisz się z napięciem w ciele, z przewidywaniem katastrofy. I wtedy zaczynasz mieć poczucie winy: „robię wszystko, co powinnam, a nadal nie jest dobrze”.
To sygnał, że warto sięgnąć głębiej.
Albo inny przykład:
Ciągle wchodzisz w podobne relacje – z osobami, które Cię nie widzą, nie słyszą, przekraczają Twoje granice. Czytasz o stylach przywiązania, o czerwonych flagach, nawet robisz ćwiczenia z e-booka o relacjach. Ale… mimo wiedzy, nadal wchodzisz w te same schematy. Bo wiedzieć to jedno. Przeżyć coś nowego – to drugie.
W terapii możesz doświadczyć relacji, w której Twoje potrzeby są ważne. W której ktoś przy Tobie zostaje, nawet gdy się odsłaniasz. To nie dzieje się przez czytanie, tylko przez bycie w kontakcie.
💬 I najtrudniejszy moment, który wiele osób zna:
Wiesz, co Cię boli. Wiesz, skąd to się bierze. Ale nadal czujesz, że utknęłaś. Jakbyś stała po kostki w błocie: wiesz, w którą stronę iść, ale nogi nie ruszają.
To też może być moment, kiedy warto poprosić o pomoc. Nie dlatego, że jesteś słaba. Ale dlatego, że zasługujesz na to, żeby iść dalej.
Co decyduje o skuteczności pracy nad sobą?
Czasem traktujemy rozwój jak kolejne zadanie do odhaczenia:
🟦 „Zrobiłam kurs o komunikacji”
🟦 „Przerobiłam workbook o granicach”
🟦 „Zaczęłam dziennik wdzięczności”
I to wszystko jest wartościowe.
Ale rozwój nie działa liniowo. Czasem trzeba się cofnąć. Czasem trzeba przeżyć stratę. Usiąść z niewygodą. Czasem dopiero po trzecim, czwartym dziesiątym podejściu coś „kliknie”
Dlatego tak bardzo zachęcam Cię do łagodności wobec siebie.
Jeśli jesteś teraz w miejscu, gdzie pracujesz samodzielnie – to wspaniale. Wykorzystuj te zasoby. Paczka Samopomocy, z której możesz skorzystać, jest właśnie po to – by wspierać Cię codziennie, w Twoim tempie. Żeby dać Ci coś konkretnego – bez presji, ale z realną zmianą.
Jednak to czy praca nad sobą przynosi efekty, zależy bardziej od systematyczności, niż od tego, czy jesteś w terapii. Największy efekt ma:
✅ regularne zatrzymywanie się i obserwacja siebie,
✅ realna zmiana zachowania – nawet mała, ale powtarzalna,
✅ konfrontacja z tym, co trudne – zamiast unikania,
✅ a także… wsparcie.
I tu pojawia się kolejna ważna rzecz: nie musisz robić wszystkiego sama. Możesz korzystać z narzędzi, możesz być w procesie z e-bookiem, możesz zapisać się na newsletter i raz w tygodniu otrzymywać ode mnie impuls do refleksji. Ale czasem warto też… zadzwonić, umówić się na konsultację, porozmawiać z kimś bezstronnym.
Samopomoc to nie samotność. To autonomia. Ale zdrowa autonomia zakłada też, że mogę sięgnąć po pomoc, kiedy nie daję rady sama.
Jak połączyć samopomoc z terapią?
Niektórzy myślą, że jeśli idę na terapię, to już nie potrzebuję pracować nad sobą poza sesjami. A to nieprawda. Najlepsze efekty daje połączenie jednego i drugiego.
– Terapeuta może pomóc Ci zobaczyć, w którym miejscu utknęłaś, a Ty w tygodniu pracujesz z tą refleksją lub robisz jakieś ćwiczenia, próbujesz jakiś zmian. Nawet małych
– Możesz korzystać z materiałów rozwojowych i rozmawiać o nich w gabinecie.
– Możesz przeplatać własne odkrycia z tym, co przynosi Ci proces terapeutyczny.
To działa. I coraz więcej osób tak właśnie pracuje – hybrydowo. Na miarę siebie.
Zakończenie – Z czym Cię zostawiam?
Zatrzymaj się na chwilę i odpowiedz sobie na kilka pytań:
– Czy to, co robię teraz, naprawdę mi pomaga?
– Czy stoję w miejscu, czy robię choć drobne kroki?
– Czego dziś najbardziej potrzebuję – wiedzy, wsparcia, relacji, odpoczynku?
Nie ma jednej dobrej drogi. Ale jest jedno:
Nie jesteś w tym sama.
I możesz iść dalej. Małymi krokami. W swoim tempie. Z troską. Z czułością. Z nadzieją.
I jeśli czujesz, że jesteś gotowa, by dać sobie więcej – sięgnij po coś.
Może to będzie zapis na mój newsletter, który co tydzień przypomina Ci, że można inaczej. Może to będzie jeden z e-booków z Paczki Samopomocy. A może to będzie odważna decyzja, żeby porozmawiać z kimś o tym, co naprawdę Cię boli.
Dziś ostatni dzień, by tę paczkę pobrać. Wierzę, że znajdziesz w niej coś dla siebie – coś, co pomoże Ci zrobić choćby jeden krok. Bo to nie musi być od razu terapia co tydzień przez rok. Czasem wystarczy impuls. Iskra. Jedna zmiana w sposobie myślenia, która poruszy coś głębiej.
I tego Ci dziś życzę. Nie idealnej wersji siebie. Ale bliskiej. Autentycznej. I wspierającej.
Dziękuję Ci za ten wspólny czas i… do usłyszenia.