Tu pobierzesz karte pracy do odcinka
Mam wrażenie, że internet w ostatnich latach absolutnie pokochał style przywiązania.
I z jednej strony bardzo się z tego cieszę. Bo to znaczy, że ludzie coraz bardziej interesują się psychologią relacji, chcą rozumieć siebie, swoje emocje, swoje schematy. Coraz więcej osób zamiast mówić po prostu „wszyscy faceci są tacy sami” albo „ja się nie nadaję do relacji”, próbuje jednak spojrzeć głębiej.
Ale z drugiej strony… mam też wrażenie, że style przywiązania zaczynają trochę funkcjonować jak horoskop. Wszystko idzie do siebie jakoś dopasować i wszystko tym można wyjaśnić.
I czasem widzę, że ludzie zaczynają traktować to trochę jak wyrok albo gotowe wyjaśnienie całej swojej osobowości. Jakby jedna rolka na TikToku mogła streścić całe ich życie emocjonalne.
A relacje… są jednak dużo bardziej skomplikowane.
Dzisiejszy odcinek będzie o tym:
- czym właściwie są style przywiązania,
- Jak powstała ta teoria i o co tak na prawdę w niej chodzi
- dlaczego jest z jednej strony bardzo wartościowa,
- ale też dlaczego może być problematyczna, gdy używamy jej do zamykania siebie i innych w sztywnych kategoriach.
Chciałabym też pogadać o tym:
dlaczego tak często dobieramy się w pary w dość specyficzny sposób, czyli w tzw koluzje.
Dlaczego ktoś mówi:
„znowu trafiłam na emocjonalnie niedostępnego faceta”
albo:
„znowu jestem w relacji, w której znowu jestem niewystarczający”.
I czy naprawdę chodzi o „pecha do ludzi”… czy może o coś więcej.
Bo prawda jest taka, że większość z nas — niezależnie od tego, jakie strategie wykształciła — chce dokładnie tego samego.
Chce:
- być kochana,
- ważna,
- widziana,
- bezpieczna,
- przyjęta taka, jaka jest.
Tylko czasem próbujemy osiągnąć to w bardzo różny sposób.
I nie zawsze te sposoby przybliżają nas do tego, czego tak naprawdę potrzebujemy.
CZYM W OGÓLE SĄ STYLE PRZYWIĄZANIA?
Żeby dobrze zrozumieć style przywiązania, warto zacząć od tego, po co ta teoria w ogóle powstała.
Jej początki są dużo głębsze i bardzo związane z próbą zrozumienia… jak człowiek buduje poczucie bezpieczeństwa.
Twórcą teorii przywiązania był John Bowlby — brytyjski psychiatra i psychoanalityk. Bowlby obserwował dzieci, które doświadczały separacji od opiekunów i zauważył, że relacja emocjonalna z opiekunem jest dla dziecka biologicznie kluczowa dla przetrwania.
Dla dziecka bliskość oznacza bezpieczeństwo.
I teraz bardzo ważna rzecz:
dziecko nie uczy się tylko tego, czy ktoś je kocha.
Ono uczy się też:
- co dzieje się z emocjami w relacji,
- czy można liczyć na drugiego człowieka,
- czy potrzeby są zauważane,
- czy bliskość jest bezpieczna,
- czy trzeba o nią walczyć,
- czy trzeba ją kontrolować,
- czy lepiej się wycofać.
Później Mary Ainsworth stworzyła słynny eksperyment „Strange Situation”, w którym obserwowano reakcje dzieci na rozłąkę i powrót opiekuna.
I na tej podstawie zaczęto opisywać różne wzorce reagowania.
I tu jest bardzo ważna rzecz, którą internet pomija
style przywiązania nie były pomyślane jako typy osobowości.
To były strategie adaptacyjne.
Czyli sposoby, których układ nerwowy nauczył się po to, żeby zwiększyć szanse na utrzymanie relacji i bezpieczeństwa.
Kiedyś było takie podejście, że dziecko „musi się wypłakać”, a dowodem na skuteczność tej metody było to, że po czasie przestawało płakać.
Tylko że dziś wiemy już, że płacz jest właściwie jedynym narzędziem, jakim dysponuje noworodek, żeby zakomunikować potrzebę — głodu, dyskomfortu, bólu, ale też potrzeby bliskości i regulacji.
I jeśli ten sygnał przez dłuższy czas nie przynosi odpowiedzi, układ nerwowy dziecka zaczyna się adaptować.
Nie dlatego, że „dziecko nauczyło się samodzielności”, tylko dlatego, że organizm próbuje przetrwać w środowisku, które odbiera jako mało przewidywalne albo niedostępne emocjonalnie.
Bo z perspektywy biologicznej celem dziecka nie jest „bycie niezależnym”.
Celem jest utrzymanie więzi z opiekunem, bo ta więź zwiększa szanse przeżycia.
I właśnie dlatego dzieci rozwijają różne strategie.
Niektóre zaczynają bardzo mocno sygnalizować potrzeby:
- bardziej protestują,
- bardziej pilnują bliskości,
- silniej reagują na oddalenie.
Inne przeciwnie:
- wycofują się,
- tłumią sygnały,
- sprawiają wrażenie „grzecznych” i „samodzielnych”.
Badania pokazywały coś bardzo ciekawego:
dzieci określane jako bardziej „unikające” z zewnątrz mogły wyglądać spokojnie po wyjściu opiekuna z pomieszczenia — mniej płakały, mniej szukały kontaktu po powrocie. Można było odnieść wrażenie, że „świetnie sobie radzą”.
Ale kiedy badano ich reakcje fizjologiczne — na przykład poziom kortyzolu czy pobudzenie organizmu — okazywało się, że ich układ nerwowy wcale nie był spokojny.
One nadal przeżywały stres.
Po prostu nauczyły się go nie okazywać.
I to jest bardzo ważne, bo pokazuje nam, że styl przywiązania nie mówi o tym, czego człowiek potrzebuje czy czego nie potrzebuje – tutaj za czego oczywiście wstawiamy bliskość emocjonalną.
On mówi raczej o tym, jak nauczył się radzić sobie z potrzebami i bliskością w relacji.
Bo jest ogromna różnica między:
„jestem unikowa czy lękowa”
a
„mój organizm nauczył się, że dystans pomaga mi radzić sobie z bliskością”.
W pierwszej wersji brzmi to jak tożsamość.
W drugiej — jak strategia, którą można rozumieć, obserwować i stopniowo zmieniać.
INTERNET KOCHA PROSTE ODPOWIEDZI, RELACJE SĄ BARDZIEJ SKOMPLIKOWANE
Wiemy, że internet bardzo lubi upraszczać psychologię.
Bo proste odpowiedzi dobrze się klikają.
Łatwo jest powiedzieć:
- „on ma unikowy styl przywiązania, dlatego się oddala”
Tylko że życie naprawdę tak nie działa.
Bo człowiek może wycofywać się:
- z lęku,
- ze wstydu,
- z przeciążenia,
- z braku umiejętności komunikacyjnych,
- z doświadczeń z poprzednich relacji,
- z depresji,
- z tego, że nie czuje się bezpiecznie w konkretnej relacji,
- albo po prostu dlatego, że ta relacja nie jest dla niego dobra.
I odwrotnie:
ktoś może bardzo potrzebować kontaktu nie dlatego, że „jest lękowy”, ale dlatego, że relacja realnie daje mu mało bezpieczeństwa i jasności.
Dlatego bardzo ostrożnie podchodziłabym do diagnozowania siebie nawzajem przez social media.
Bo czasem ludzie zaczynają używać języka psychologii nie po to, żeby lepiej rozumieć siebie… tylko po to, żeby mieć pewność, że ich interpretacja jest słuszna.
A wiedza psychologiczna w mojej opinii powinna raczej zwiększać ciekawość wobec siebie niż zamykać i zaszufladkować temat.
I szczerze?
Myślę, że czasem etykieta potrafi wręcz zatrzymać rozwój.
Bo jeśli ktoś mówi:
„no ja już taka jestem, mam unikowy styl przywiązania”
to łatwo przestać zadawać sobie pytanie:
- czego ja się właściwie boję?
- co daje mi ten dystans?
- co dzieje się we mnie, gdy ktoś jest blisko?
- co próbuję ochronić?
A to są dużo ważniejsze pytania niż sama etykieta.
DLACZEGO TAK CZĘSTO WCHODZIMY W PODOBNE DYNAMIKI RELACYJNE?
W psychologii i psychoterapii istnieje pojęcie koluzji relacyjnej — choć dziś używa się go ostrożniej niż kiedyś. Chodzi o to, że ludzie często nieświadomie wchodzą w relacje, które aktywują znane im wzorce emocjonalne.
A robią to dlatego, bo nasz mózg i układ nerwowy bardzo lubią przewidywalność.
Nawet jeśli to, co przewidywalne, było trudne.
Bo niestety znajome nie zawsze oznacza bezpieczne.
Czasem oznacza po prostu:
„mój organizm już wie, jak się w tym poruszać”.
Jeśli ktoś dorastał w środowisku, gdzie:
- trzeba było bardzo zasługiwać na uwagę,
- odczytywać nastroje innych,
- uważać, żeby nie zostać odrzuconym,
- opiekować się emocjami innych,
- albo nigdy nie było pewności, czy bliskość będzie dostępna,
to później taka osoba może odczuwać bardzo silne przyciąganie do relacji, które aktywują podobne emocje.
I to nie dzieje się świadomie.
To raczej układ nerwowy mówi:
„to jest znajome”.
„to już kiedyś przeżywaliśmy”.
„wiemy, jak tu funkcjonować”.
Czyli:
jakiej bliskości się spodziewam?
czego oczekuję od ludzi?
czy mogę liczyć na wsparcie?
czy moje potrzeby będą ważne?
czy muszę o miłość walczyć?
I te modele później wpływają na:
- wybory partnerów,
- interpretowanie zachowań,
- reakcje na konflikt,
- poczucie bezpieczeństwa w relacji.
Jak to się ma do stylów przywiązania?
Badania nad przywiązaniem rzeczywiście pokazują, że ludzie mają tendencję do odtwarzania znanych wzorców relacyjnych dlatego, że mózg tworzy wewnętrzne modele relacji. Bowlby nazywał je — wewnętrznymi modelami operacyjnymi.
Osoba bardziej lękowa często bardzo silnie reaguje na:
- dystans,
- brak jasności,
- wycofanie,
- zmienność sygnałów.
Czyli dokładnie na coś, co osoba bardziej unikająca może wnosić do relacji — szczególnie gdy sama czuje się przytłoczona bliskością.
A osoba bardziej unikająca może początkowo czuć się dobrze przy kimś, kto:
- bardzo zabiega,
- mocno inwestuje emocjonalnie,
- daje dużo uwagi,
- idealizuje relację.
Bo na początku daje to poczucie bycia ważnym i wyjątkowym.
Problem pojawia się później.
Bo im bardziej jedna osoba czuje lęk i zaczyna szukać kontaktu, kontroli albo zapewnień…
tym bardziej druga może czuć przeciążenie i potrzebę dystansu.
A im bardziej druga się oddala…
tym bardziej pierwsza się aktywuje.
I powstaje taki taniec relacyjny.
Jedna osoba mówi:
„czemu jesteś tak daleko?”
Druga:
„czemu ciągle Ci mało”
I obie często cierpią.
To jest bardzo ważne:
internet często robi z osoby lękowej „tej needy”, a z unikowej „zimnego potwora”.
A prawda jest taka, że zazwyczaj pod spodem po obu stronach jest dokładnie to samo:
lęk przed odrzuceniem i ogromna potrzeba bezpieczeństwa.
Tylko strategie są inne.
Jedna osoba próbuje zmniejszyć lęk przez:
- większą bliskość,
- upewnianie się,
- analizowanie relacji.
A druga przez:
- dystans,
- autonomię,
- wycofanie,
- ograniczenie emocjonalnej zależności.
I teraz bardzo ważna rzecz:
to nie znaczy, że taka relacja jest skazana na porażkę.
Internet często pokazuje to bardzo zero-jedynkowo:
„unikowy i lękowy nigdy nie stworzą zdrowej relacji”.
A badania pokazują coś bardziej złożonego.
Największe znaczenie ma nie sam styl przywiązania, ale:
- poziom samoświadomości,
- zdolność regulacji emocji,
- komunikacja,
- gotowość do pracy nad relacją,
- umiejętność zauważania własnych strategii.
Bo jeśli dwie osoby zaczynają rozumieć:
„ok, kiedy się boję zaczynam być bardziej aktywna w dawaniu”
albo:
„kiedy czuję presję zaczynam się wycofywać”
to pojawia się przestrzeń na zmianę dynamiki.
LOVE IS BLIND I NASZE PROJEKCJE
Ostatnio bardzo ciekawi ludzi program Love Is Blind. No i przyznam, że po namowie przyjaciółek sama tez się w niego wciągnęłam.
Nie dlatego, że sobie diagnozuje uczestników – nie róbmy tego proszę, to jest wycinek czyjegoś życia zmontowany w nienaturalnych warunkach – natomiast to co jest tam ciekawe, to, że możemy się przyjrzeć i dowiedzieć jak działają różne mechanizmy psychologiczne.
To, jak bardzo człowiek potrafi:
- dopowiadać sobie drugą osobę,
- idealizować,
- projektować swoje potrzeby,
- zakochiwać się bardziej w wizji relacji niż w realnym człowieku.
Kiedy nie widzimy drugiej osoby, nasz mózg bardzo szybko zaczyna wypełniać luki.
I to robimy nie tylko w takich programach.
Robimy to też w życiu. Bo w życiu też zdarza się nam kogoś nie widzieć, mimo iż stoi przed nami w całej okazałości.
Czasem poznajemy kogoś i bardziej zakochujemy się w:
- nadziei,
- potencjale,
- obietnicy,
- poczuciu bycia wybraną,
- fantazji o tym, co ta relacja „naprawi” w naszym życiu
niż w tym, kim ta osoba realnie jest dla nas.
I to jest bardzo ludzkie.
Bo każdy z nas ma jakieś niezaspokojone potrzeby.
Problem zaczyna się wtedy, gdy oczekujemy, że partner:
- uleczy nasze poczucie wartości,
- wypełni pustkę,
- sprawi, że przestaniemy czuć samotność,
- da nam poczucie bezpieczeństwa, którego sami sobie nigdy nie zbudowaliśmy.
Bo partner może wiele.
Relacja może być bardzo lecząca.
Ale druga osoba nie jest w stanie „załatwić” za nas całej naszej historii emocjonalnej.
I wtedy często pojawia się rozczarowanie.
Bo realny człowiek zawsze będzie bardziej skomplikowany niż fantazja o nim.
CO TAK NAPRAWDĘ WARTO OBSERWOWAĆ W SOBIE?
Ok, to skoro nie chodzi o to, żeby przykleić sobie etykietę:
„jestem unikowa”
albo:
„jestem lękowy”
to co właściwie warto obserwować?
Moim zdaniem dużo ważniejsze od samej etykiety jest zauważanie:
co dzieje się ze mną w bliskości. – do tego odcinka możesz pobrać darmowa kartę pracy „Co uruchamia się we mnie w relacji?”, która mam nadzieje będzie. Dobrym pierwszym krokiem by pomoc sobie właśnie to pozauwazać.
Bo styl przywiązania nie objawia się tylko w tym, z kim jesteśmy w związku.
On objawia się często w małych momentach.
Na przykład:
- co dzieje się we mnie, gdy ktoś długo nie odpisuje,
- jak reaguję na konflikt,
- czy umiem powiedzieć o potrzebie bez poczucia winy,
- czy wycofuję się, gdy ktoś jest za blisko,
- czy zaczynam nadmiernie analizować,
- czy testuję drugą osobę zamiast powiedzieć wprost, czego potrzebuję,
- czy próbuję zasłużyć na miłość,
- czy czuję, że muszę być „łatwa”, „bezproblemowa”, „idealna”, żeby ktoś został.
I tutaj bardzo ważne:
większość z tych strategii kiedyś nam w czymś pomogła.
To nie są „głupie zachowania”.
One zwykle miały sens.
Jeśli ktoś nauczył się:
„kiedy pokazuję emocje, jestem odrzucana”
to naturalne, że później będzie je tłumił.
Jeśli ktoś nauczył się:
„bliskość jest nieprzewidywalna”
to naturalne, że będzie próbował kontrolować relację albo nadmiernie analizować sygnały.
Problem pojawia się wtedy, gdy strategia, która kiedyś pomagała przetrwać emocjonalnie…
w dorosłym życiu zaczyna oddalać nas od tego, czego najbardziej potrzebujemy.
Na przykład:
ktoś bardzo boi się odrzucenia, więc:
- nadmiernie się dostosowuje,
- nie mówi o swoich potrzebach,
- daje z siebie za dużo,
- zgadza się na rzeczy, które go bolą.
I paradoksalnie właśnie to oddala go od bezpiecznej bliskości.
Bo druga osoba nigdy tak naprawdę go nie poznaje.
Albo ktoś nauczył się, że zależność od ludzi jest niebezpieczna, więc:
- wszystko robi sam,
- wycofuje się przy konflikcie,
- potrzebuje ogromnej autonomii,
- dystansuje się, gdy zaczyna mu zależeć.
I znowu — ta strategia może chronić przed lękiem…
ale jednocześnie utrudnia budowanie głębokiej relacji.
I myślę, że to jest bardzo ważny moment:
żeby zamiast pytać:
„jaki mam styl przywiązania?”
zacząć pytać:
- co robię, gdy boję się utraty relacji?
- co robię, gdy czuję się nieważna?
- co robię, gdy ktoś staje się dla mnie naprawdę ważny?
- czy moje strategie przybliżają mnie do bliskości… czy raczej od niej oddalają?
I myślę, że po tym wszystkim pojawia się jeszcze jedno bardzo ważne pytanie.
Czy to da się zmienić?
Czy jeśli widzę u siebie:
- lęk,
- wycofywanie,
- trudność z bliskością,
- nadmierne analizowanie,
- potrzebę kontroli,
- albo ciągłe wchodzenie w podobne dynamiki…
to czy jestem już na to skazana?
I tutaj mam dla Was bardzo dobrą wiadomość.
Psychologia i neuronauka pokazują nam, że człowiek przez całe życie może uczyć się nowych doświadczeń relacyjnych.
Nasz mózg jest plastyczny.
Układ nerwowy potrafi się zmieniać.
Ale — i to jest bardzo ważne — zwykle nie dzieje się to przez zobaczenie jednej rolki:
„5 cech bezpiecznego stylu przywiązania”.
To dzieje się raczej przez nowe doświadczenia.
Czasem:
- terapię,
- czasem bezpieczną relację,
- czasem przyjaźń,
- czasem doświadczenie bycia przyjętym mimo emocji,
- a czasem po prostu przez stopniowe zauważanie:
„o, właśnie aktywował mi się stary schemat”.
Bo bezpieczne przywiązanie nie oznacza:
- że już nigdy nie poczujesz lęku,
- że nigdy nie będziesz zazdrosna,
- że nigdy nie będziesz chciała się wycofać,
- że zawsze będziesz komunikować wszystko idealnie.
To bardziej zdolność do zauważania:
„ok, coś się we mnie aktywowało”
i niepodążania za tym całkowicie automatycznie.
Czyli na przykład:
zamiast od razu:
- testować,
- wycofywać się,
- analizować 3 godziny wiadomość,
- robić nadinterpretacje,
- albo udawać, że nic nie czuję,
potrafię się zatrzymać i pomyśleć:
„co się właśnie we mnie uruchomiło?”
„czego się przestraszyłam?”
„czego teraz potrzebuję?”
„czy ta reakcja dotyczy tylko tej sytuacji… czy też czegoś starszego?”
I to jest bardzo trudne.
Bo kiedy aktywuje się system przywiązania, często nie czujemy:
„o, właśnie aktywował mi się schemat”.
Tylko:
„to jest prawda”.
„on mnie odrzuca”.
„na pewno już mu nie zależy”.
„muszę się wycofać”.
„muszę coś zrobić”.
Układ nerwowy reaguje wtedy bardzo szybko.
Dlatego tak ważne jest budowanie umiejętności regulacji emocji i obserwowania siebie.
I tutaj rozumienie swoich strategii nie ma służyć obwinianiu siebie.
To nie jest:
„super, teraz wiem, że wszystko psuję przez styl przywiązania”.
Nie.
To ma raczej pomagać zobaczyć:
„ok, mój organizm nauczył się kiedyś pewnych sposobów chronienia mnie”.
I może kiedyś były bardzo potrzebne.
Ale dziś mogę sprawdzać:
czy one nadal mi służą.
Bo czasem strategia, która kiedyś pomagała przetrwać emocjonalnie…
dziś utrudnia budowanie relacji, których naprawdę pragniemy.
ZAKOŃCZENIE
I myślę, że największą wartością teorii przywiązania nie jest to, żebyśmy nauczyli się szybciej diagnozować siebie i innych.
Tylko żebyśmy zaczęli trochę lepiej rozumieć:
dlaczego ludzie robią to, co robią w dążeniu do bliskości.
Dlaczego jedni walczą o uwagę.
Dlaczego inni się wycofują.
Dlaczego czasem sabotujemy relacje, na których nam zależy.
Dlaczego niektóre zachowania są tak automatyczne i tak silne emocjonalnie.
I jednocześnie bardzo chciałabym, żeby po tym odcinku zostało Wam w głowie jeszcze jedno:
Nie jesteście swoim stylem przywiązania.
Nie jesteście etykietą z internetu.
Nie jesteście jednym schematem.
Nie jesteście „tym lękowym” albo „tą unikową”.
Jesteście ludźmi, którzy nauczyli się pewnych strategii budowania bezpieczeństwa i bliskości.
A strategie można:
- zauważać,
- rozumieć,
- kwestionować,
- i stopniowo zmieniać.
Powoli.
Czasem chaotycznie.
Czasem wracając do starych schematów.
Ale jednak zmieniać.
Żeby Ci w tym pomóc, do tego odcinka pobierzesz darmowa kartę pracy „Co uruchamia się we mnie w relacji?”, link znajdziesz w opisie 🙂
Życzę więc Tobie, żebyś miał do siebie dużo czułości podczas uświadamiania sobie swoich różnych schematów.

Natalia Sadownik Psycholog TSR