#73 Jak robić noworoczne postanowienia, żeby miały szansę przetrwać

Psychologia do kawy
Psychologia do kawy
#73 Jak robić noworoczne postanowienia, żeby miały szansę przetrwać
Loading
/

Pobierz prezent do odcinka

Jeśli wolisz poczytać

To nie będzie kolejny odcinek z listą ambitnych celów na nowy rok.
Nie będzie tu motywacyjnych haseł ani obietnic, że „wystarczy chcieć”.
I nie będzie też presji, że teraz musisz coś zmienić, bo jest styczeń.

Ten odcinek jest o tym:
dlaczego w ogóle robimy noworoczne postanowienia,
– dlaczego tak bardzo chcemy wierzyć, że nowy rok coś „resetuje”,
– i co w tym mechanizmie faktycznie nam pomaga, a co sprawia, że szybko się wypalamy.

Będzie też o podsumowywaniu przeszłego roku, ale nie w formie rozliczenia z porażek.
Tylko w taki sposób, który pozwala zrozumieć siebie:
swoje wybory, swoje strategie i potrzeby, które za nimi stały.

A w drugiej części odcinka przejdziemy do bardzo konkretnych, psychologicznych narzędzi, które pomagają robić postanowienia w sposób zdrowszy i bardziej realistyczny.
Tak, żeby miały szansę przetrwać nie tylko w styczniu, ale też wtedy, kiedy pojawi się zmęczenie, gorszy tydzień czy pierwszy kryzys.

Jeśli więc masz w sobie jednocześnie chęć zmiany i zmęczenie presją postanowień —
to ten odcinek powinien dać Ci nowe spojrzenie.

1. „Dlaczego znowu to robimy?” – o noworocznych postanowieniach i potrzebie nowego początku

Nowy rok.
Nowa kartka.
Nowy rozdział.

Jeśli słyszysz to wszędzie – w reklamach, w mediach społecznościowych, w rozmowach ze znajomymi – czemu wszyscy ulegamy tej narracji? to dlatego, że nasz mózg bardzo lubi wyraźne granice czasowe.

W psychologii to zjawisko nazywa się efektem świeżego początku. Polega on na tym, że w momentach takich jak początek roku, miesiąca, tygodnia, urodziny, przeprowadzka czy nowa praca – łatwiej jest nam myśleć o zmianie. Mamy wrażenie, że coś się domknęło, a coś nowego właśnie się zaczyna.

Mózg bardzo lubi myślenie w kategoriach:
– „to było wtedy”,
– „to jest teraz”,
– „od teraz będzie inaczej”.

Nowy rok daje nam psychologiczną ulgę.
Pozwala na chwilę odłożyć na bok to, co nie wyszło, potraktować porażki jak coś, co „należy do poprzedniego rozdziału”. Dzięki temu łatwiej jest uwierzyć, że przyszłość jest czysta, niezapisana, że możemy zacząć od nowa – z większą energią i nadzieją.

I w tym sensie noworoczne postanowienia nie są niczym naiwnym ani głupim.
Są próbą odzyskania poczucia wpływu.
Są odpowiedzią na bardzo ludzką potrzebę sensu, kierunku i sprawczości. Co więcej, rzecyziwscie no przyszłości nie ma – dopiero ja kreujemy.

Problemem nie są więc nasze nadzieje jakie robimy do postanowień
Problem zaczyna się wtedy, jaką historię o sobie przy tej okazji opowiadamy.

Bo bardzo często, zupełnie nieświadomie, nowy początek staje się komunikatem:
„Taka, jaka byłam – nie wystarczałam.”
„Tamta wersja mnie była do poprawki.”
„Teraz wreszcie muszę się ogarnąć.”

I tu mamy wtedy zgrzyt

Z jednej strony nowy rok daje nadzieję i motywację.
Z drugiej – może wywoływać ogromną presję.

Wiele osób wchodzi w styczeń z niepisanym poczuciem, że:
to jest ostatnia szansa,
– że „tym razem muszę dowieźć”,
– że jeśli znów się nie uda, to znaczy, że problem jest we mnie.

I wtedy postanowienia nie służą nam temu by się rozwijać ale by nas potem sprawdzać, jakoś wręcz egzaminować z tego czy sobie z tym życiem radzimy.

Nowy początek ma sens wtedy, kiedy:
– nie polega na odcinaniu się od siebie z przeszłości,
– nie jest próbą „naprawienia się”,
– tylko zaproszeniem do bardziej świadomego wyboru:
jak chcę dalej żyć, działać i jaki jaka chce być dla siebie i innych.

Ok, ale żeby postanowienia miały jakąkolwiek szansę przetrwać,
najpierw musimy przyjrzeć się temu, co robimy z przeszłością
i dlaczego tak bardzo chcemy ją czasem zostawić za sobą.

2. Nowy początek – dlaczego pomaga i dlaczego potrafi męczyć

Nowy początek często przynosi ulgę.
Pojawia się poczucie, że coś się domknęło i że można na chwilę złapać oddech. Kiedy myślimy o nowym roku, łatwiej jest spojrzeć na swoje życie z dystansu i pomyśleć o kierunku, w którym chcemy iść. Ten moment porządkowania bywa bardzo potrzebny, szczególnie po czasie zmęczenia, chaosu albo trudnych doświadczeń.

Psychologicznie nowy początek działa dlatego, że oddziela przeszłe „ja” od tego, kim jesteśmy teraz. Daje poczucie, że wcześniejsze błędy i niepowodzenia nie definiują nas w całości. Dzięki temu wzrasta motywacja, a zmiana wydaje się bardziej osiągalna. Wiele osób w tym czasie czuje większą gotowość do działania, większą wiarę w sens podejmowanego wysiłku.

Jednocześnie ten sam mechanizm potrafi być obciążający. Kiedy granica między „tym, co było” a „tym, co ma być” staje się zbyt ostra, w tle pojawia się napięcie. Przeszłość zaczyna być traktowana jak coś, co należałoby zostawić za sobą bez oglądania się, a teraźniejszość jak moment, w którym trzeba wreszcie udowodnić, że potrafimy inaczej.

Wiele osób wchodzi w nowy rok z poczuciem, że coś powinno się zmienić szybko i wyraźnie. Pojawia się myśl, że skoro jest nowy początek, to zmiana powinna być zauważalna, najlepiej natychmiast. To może prowadzić do stawiania sobie celów, które nie uwzględniają zmęczenia, wcześniejszych doświadczeń ani realnych ograniczeń.

Nowy początek bywa też momentem, w którym uruchamia się porównywanie. Widzimy cudze podsumowania, listy osiągnięć, plany na przyszłość. To wzmacnia wrażenie, że ten czas ma szczególną wagę i że sposób, w jaki go wykorzystamy, będzie świadczył o nas jako ludziach. Dla wielu osób oznacza to wzrost presji, a nie spokoju.

Dodatkowym obciążeniem jest przekonanie, że przyszłość jest „czysta” i wolna od wcześniejszych schematów. W praktyce jednak wchodzimy w nowy rok z tym samym układem nerwowym, tymi samymi strategiami radzenia sobie, tymi samymi potrzebami i wrażliwościami. Zmienia się data w kalendarzu, ale nie zmienia się od razu sposób reagowania na stres, zmęczenie czy emocje.

W tym sensie nowy początek nie resetuje nas jako ludzi. Daje impuls, chwilowy wzrost energii i poczucie sensu, ale nie usuwa tego, co było wcześniej. I kiedy nie bierzemy tego pod uwagę, bardzo łatwo jest poczuć rozczarowanie już po kilku tygodniach. Często datego, że oczekiwania były oderwane od rzeczywistości.

Nowy początek pomaga wtedy, kiedy staje się momentem refleksji i uważności na siebie. Męczy wtedy, kiedy zamienia się w punkt nacisku, w którym trzeba udowodnić swoją skuteczność albo wartość. To napięcie często pojawia się bardzo wcześnie i bywa jednym z powodów, dla których postanowienia tracą sens, zanim zdążą się naprawdę zakorzenić.

Dlatego zanim przejdziemy do tego, jak planować zmiany i budować nowe nawyki, warto zatrzymać się przy jednym ważnym pytaniu: co właściwie robimy z tym, co było wcześniej. Bo sposób, w jaki odnosimy się do własnej przeszłości, ma ogromny wpływ na to, czy nowy początek stanie się dodatkowym paliwem, czy dodatkowym ciężarem.

3. Odcinanie się od przeszłości i sens podsumowania – po co do niej wracać

Kiedy myślimy o nowym początku, bardzo naturalnie pojawia się chęć zostawienia przeszłości za sobą. Wiele osób mówi sobie: „nie chcę już do tego wracać”, „to był zły rok”, „chcę zacząć od zera”. W tym jest zrozumiała potrzeba ulgi i odpoczynku od trudnych emocji. Problem pojawia się wtedy, kiedy razem z przeszłością odcinamy też możliwość jej zrozumienia.

Przeszłość nie znika tylko dlatego, że przestajemy o niej myśleć. Do nowego roku wchodzimy z tym samym doświadczeniem, tą samą historią i tymi samymi sposobami reagowania. Jeśli nie przyjrzymy się temu, jak funkcjonowaliśmy wcześniej, bardzo łatwo jest powtórzyć te same schematy, nawet jeśli cele zapisane w kalendarzu brzmią zupełnie inaczej.

Podsumowanie poprzedniego roku bywa kojarzone z rozliczeniem: z listą tego, co się nie udało, co należało zrobić lepiej, gdzie popełniliśmy błędy. Takie podejście rzadko pomaga. Częściej wzmacnia wstyd i poczucie, że znów czegoś nie dowieźliśmy. Tymczasem sens podsumowania jest zupełnie inny.

Podsumowanie ma służyć zobaczeniu siebie w procesie. Tego, jak się zmienialiśmy, z czym się mierzyliśmy, co było dla nas trudne, a co nas wzmacniało. Każde zachowanie, nawet to, z którego nie jesteśmy dumni, miało w swoim czasie jakąś funkcję. Coś regulowało, coś chroniło, coś próbowało nam zapewnić.

Jeśli ktoś przez cały rok unikał zmian, odkładał decyzje albo trwał w sytuacjach, które mu nie służyły, to bardzo często nie był to brak ambicji czy motywacji. Często była to próba poradzenia sobie z lękiem, przeciążeniem albo brakiem zasobów. Jeśli ktoś sięgał po strategie, które dziś ocenia jako niezdrowe, to najczęściej dlatego, że w tamtym momencie były one dostępne i dawały jakąś ulgę.

Zrozumienie tego zmienia sposób, w jaki patrzymy na siebie. Przestajemy traktować przeszłe wybory jak dowód słabości, a zaczynamy widzieć je jako informację. O tym, jakie mamy potrzeby. O tym, gdzie było za dużo, a gdzie za mało. O tym, co wymaga większej troski.

Bez takiego podsumowania bardzo łatwo jest planować przyszłość w oderwaniu od rzeczywistości. Można zapisać ambitne cele, ale jeśli nie uwzględniają one tego, w jakim stanie psychicznym i emocjonalnym byliśmy wcześniej, szybko pojawi się frustracja. Zmiana wtedy nie opiera się na realnym gruncie, tylko na wyobrażeniu o tym, kim „powinniśmy” być.

Podsumowanie nie służy temu, żeby rozpamiętywać przeszłość. Służy temu, żeby ją zintegrować. Żeby zobaczyć ciągłość między tym, kim byliśmy, a tym, kim chcemy się stawać. Kiedy rozumiemy, dlaczego coś robiliśmy w określony sposób, łatwiej jest zaplanować zmianę, która nie będzie kolejnym zaprzeczeniem siebie.

To jest moment, w którym nowy początek przestaje być próbą ucieczki od przeszłości, a zaczyna być jej naturalnym przedłużeniem. Z tego miejsca można myśleć o rozwoju bez poczucia, że trzeba się naprawiać. Z ciekawością, a nie z osądem.

Dobra, to przejdźmy dalej, jak łączyć rozwój z akceptacją i jak planować zmiany w sposób, który uwzględnia to, co dla nas naprawdę ważne.

4. Rozwój i akceptacja – jak je połączyć, zamiast stawiać przeciwko sobie

Kiedy myślimy o zmianie, bardzo często w tle pojawia się napięcie między dwiema potrzebami. Z jednej strony chcemy się rozwijać, coś poprawić, pójść dalej. Z drugiej strony potrzebujemy akceptacji, poczucia, że jesteśmy w porządku tacy, jacy jesteśmy. Wiele osób doświadcza tego jak wewnętrznego konfliktu, jakby trzeba było wybrać jedno albo drugie.

Tymczasem rozwój i akceptacja nie wykluczają się. Rozwój nie zaczyna się od krytyki, tylko od uznania rzeczywistości. Od zobaczenia siebie w takim stanie, w jakim jesteśmy teraz, z naszymi zasobami, ograniczeniami i historią. Akceptacja nie oznacza rezygnacji ze zmiany. Oznacza punkt wyjścia, który nie jest oparty na wstydzie.

Kiedy planujemy postanowienia z miejsca braku akceptacji, bardzo szybko pojawia się napięcie. Zmiana wtedy ma być dowodem, że wreszcie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Każde potknięcie zaczyna być interpretowane jako sygnał, że znów się nie udało. W takim układzie trudno o wytrwałość, bo każda trudność uruchamia samokrytykę zamiast refleksji.

Akceptacja pozwala inaczej spojrzeć na proces zmiany. Zamiast pytania „dlaczego znów mi nie wychodzi?”, pojawia się pytanie „co jest teraz dla mnie możliwe?”. To przesunięcie ma ogromne znaczenie dla naszego układu nerwowego. Obniża napięcie, zmniejsza presję i pozwala podejmować działania z większym spokojem.

W tym miejscu bardzo pomocne jest rozróżnienie między celem a kierunkiem. Cel jest konkretny i mierzalny. Kierunek dotyczy wartości i tego, jak chcemy żyć. Kiedy postanowienie jest osadzone w kierunku, a nie tylko w punkcie do odhaczenia, łatwiej jest wracać do niego po przerwach i trudniejszych momentach.

Na przykład dbanie o zdrowie może być kierunkiem, który realizuje się na wiele sposobów i w różnym tempie. Konkretne działania mogą się zmieniać, ale sens pozostaje ten sam. To daje elastyczność i chroni przed myśleniem w kategoriach porażki, gdy coś nie idzie zgodnie z planem.

Akceptacja pomaga też zobaczyć, że zmiana nie dzieje się w próżni. Na nasze możliwości wpływa zmęczenie, sytuacja życiowa, relacje, poziom stresu. Kiedy to uwzględniamy, przestajemy traktować trudności jak osobistą porażkę. Zaczynamy widzieć je jako informację, z którą można pracować.

Połączenie rozwoju z akceptacją zmienia też sposób, w jaki mówimy do siebie. Wewnętrzny dialog przestaje być narzędziem nacisku, a staje się formą wsparcia. To właśnie ton, w jakim prowadzimy rozmowę ze sobą, bardzo często decyduje o tym, czy będziemy w stanie wrócić do działania po gorszym dniu.

Zmiana powinna być procesem, w którym uczymy się siebie i stopniowo wprowadzamy korekty, żeby żyć w sposób bardziej zgodny z tym, co dla nas ważne.

Zatrzymaj się na chwilę przy sobie i sprawdź, gdzie jesteś.

Pomyśl o jednym obszarze życia, w którym chcesz w tym roku wprowadzić jakąś zmianę. Nie o całej liście postanowień, tylko o jednym fragmencie codzienności.

Zobacz, co jest dla Ciebie w tym obszarze ważne.
Zobacz, co było w nim w ostatnim czasie trudne.
Zobacz, z jakim poziomem energii, nastroju i gotowości wchodzisz w ten nowy etap.

Ten moment pomaga określić punkt wyjścia.
Zmiana, która uwzględnia to miejsce, jest łatwiejsza do utrzymania i bardziej realistyczna.

Z takiego punktu możemy przejść dalej.

5. Jak robić postanowienia, które mają szansę przetrwać

Kiedy myślimy o postanowieniach, często koncentrujemy się na motywacji. W praktyce motywacja zmienia się w czasie i zależy od wielu czynników, takich jak zmęczenie, stres czy sytuacja życiowa. Dlatego postanowienia oparte wyłącznie na chęci działania rzadko są trwałe.

Znacznie większe znaczenie ma sposób zaprojektowania zmiany. Chodzi o to, aby plan uwzględniał to, jak funkcjonujemy na co dzień: z wahaniami energii, gorszymi dniami i momentami przeciążenia.

Wiele postanowień przestaje działać wtedy, gdy pojawia się pierwszy kryzys. Dzieje się tak dlatego, że nie były planowane z myślą o takich momentach. Jeśli zmiana ma się utrzymać, musi być możliwa także wtedy, gdy nie mamy idealnych warunków.

W tej części odcinka skupię się na kilku zasadach, które pomagają budować postanowienia w sposób bardziej realny i wspierający. To proste narzędzia, które pomagają utrzymać ciągłość działania i zmniejszyć presję związaną z perfekcją.

Będziemy mówić o obniżaniu progu wejścia, planowaniu z myślą o gorszych dniach, radzeniu sobie z przerwami i powrotach do działania oraz o wpływie wewnętrznego dialogu na wytrwałość.

Pierwsza zasada dotyczy sytuacji, w których brakuje siły lub energii, i tego, jak mimo to zachować ciągłość.

Zasada 1. Wersja minimum – działanie, które podtrzymuje ciągłość

Jednym z najczęstszych powodów porzucania postanowień jest moment startu. Ten koszt psychiczny rozpoczęcia działania. Kiedy coś wydaje się zbyt duże, zbyt czasochłonne albo zbyt wymagające, organizm reaguje napięciem. Wtedy łatwo o odkładanie, unikanie albo całkowitą rezygnację.

Wersja minimum polega na świadomym obniżeniu progu wejścia. Chodzi o zaplanowanie takiego działania, które jest możliwe nawet w dni o niskiej energii. Takiego, które nie wymaga mobilizacji na najwyższym poziomie.

Do każdego postanowienia warto dopisać swoją wersję minimum.
Czyli: najprostszą formę tego zachowania, jaką jesteś w stanie wykonać wtedy, gdy masz mało siły, czasu albo zasobów.

Przykłady mogą wyglądać bardzo zwyczajnie:
– ruch: dwie minuty rozciągania albo jeden krótki spacer,
– nauka: przeczytanie jednej strony w książce/ odsłuchanie nagrania z notatkami
– dbanie o siebie: jedno pytanie „czego teraz potrzebuję?”,
– porządkowanie: jedna rzecz odłożona na miejsce.

Z perspektywy psychologicznej to ma ogromne znaczenie. Wersja minimum podtrzymuje ciągłość tożsamości. Nawet jeśli działanie jest niewielkie, wysyła do mózgu informację: „to jest coś, co robię”, „to jest część mnie”. Dzięki temu zmiana nie rozpada się przy pierwszym spadku energii.

Wersja minimum chroni też przed mechanizmem wszystko albo nic. Kiedy plan zakłada tylko pełne wykonanie zadania, każdy słabszy dzień zaczyna wyglądać jak porażka. Przy wersji minimum słabszy dzień nadal mieści się w planie.

Co ważne, wersja minimum bardzo często prowadzi do zrobienia więcej, niż było zaplanowane. Kiedy zaczynamy od małego kroku, napięcie spada i łatwiej jest kontynuować. A jeśli nie — samo wykonanie minimum wciąż ma wartość.

To podejście zmienia relację z działaniem. Zamiast czekać na idealne warunki, tworzymy warunki, w których działanie jest możliwe tu i teraz, w realnym życiu.

Zatrzymaj się na chwilę przy swoim postanowieniu, jaka jest Twoja wersja minimum tego, co chcęsz zmienić?

Plan po potknięciu – to on decyduje, czy postanowienie przetrwa

W większości postanowień zakładamy, że będziemy je realizować. Rzadko zakładamy moment, w którym coś się nie uda. Tymczasem potknięcia są naturalną częścią każdego procesu zmiany. Pojawiają się przerwy, gorsze dni, rozregulowanie, zmęczenie albo sytuacje, które odciągają nas od planu.

To, co najbardziej wpływa na trwałość postanowienia, to nie sam fakt potknięcia, tylko to, co dzieje się później.

U wielu osób po jednym odpuszczeniu uruchamia się silny wewnętrzny dialog. Pojawiają się myśli o braku konsekwencji, o słabej woli, o tym, że „znowu się nie udało”. Taki sposób reagowania bardzo szybko odbiera chęć do powrotu. Nie dlatego, że zmiana była zbyt trudna, tylko dlatego, że koszt emocjonalny powrotu staje się zbyt wysoki.

Plan po potknięciu polega na wcześniejszym ustaleniu, co robisz wtedy, gdy plan się zwyczajnie posypie. Ale musisz to zaplanować zanim to się wydarzy. W momencie, w którym masz jeszcze dostęp do refleksji i spokoju.

To może być bardzo prosta decyzja. Na przykład:
– wracam do wersji minimum,
– nie nadrabiam, tylko wracam do rytmu,
– zaczynam od jednego małego kroku,
– sprawdzam, co mnie wybiło i dostosowuję plan

— dokładam zadanie do kolejnego dnia.

Taki plan porządkuje reakcję emocjonalną. Zmniejsza ilość napięcia i wstydu, które często pojawiają się po przerwie. Dzięki temu powrót do działania przestaje być trudniejszy niż samo działanie.

Kiedy potknięcie nie uruchamia samokrytyki, układ nerwowy szybciej wraca do równowagi. A kiedy wraca równowaga, wraca też zdolność do działania.

Plan po potknięciu zmienia też sposób, w jaki postrzegamy proces zmiany. Zamiast myślenia w kategoriach sukcesu albo porażki, pojawia się myślenie procesowe. Zmiana staje się czymś, co trwa, czasem przyspiesza, czasem zwalnia, ale nie kończy się po jednym błędzie.

W praktyce to właśnie ten element decyduje o tym, czy postanowienie przetrwa kilka tygodni, czy kilka miesięcy. Osoby, które potrafią wracać bez obciążania się oceną, utrzymują zmiany znacznie dłużej.

Warto więc zadać sobie jedno bardzo konkretne pytanie:
co zrobię, gdy przyjdzie dzień, w którym nie zrealizuję swojego postanowienia? Odpowiedź na to pytanie jest często ważniejsza niż sam cel.

Zasada 3. Kotwica sytuacyjna – działanie uruchamiane przez sytuację

Wiele postanowień rozpada się w momencie podejmowania decyzji. W ciągu dnia pojawia się wiele bodźców, zmęczenie, rozproszenia. Każda kolejna decyzja wymaga energii. Kiedy tej energii brakuje, działanie odkładamy, nawet jeśli jest dla nas ważne.

Kotwica sytuacyjna polega na powiązaniu działania z konkretną, powtarzalną sytuacją. Zamiast zastanawiać się, kiedy i czy coś zrobić, łączymy nowe zachowanie z momentem, który i tak już występuje w naszym dniu.

Taki mechanizm opiera się na prostym schemacie:
jeśli wydarzy się określona sytuacja, wtedy wykonuję konkretne działanie.

Przykłady mogą wyglądać bardzo zwyczajnie:
– po zamknięciu laptopa wstaję i zakładam buty,
– po porannej kawie robię kilka minut rozciągania,
– po powrocie do domu odkładam telefon i biorę trzy spokojne oddechy,
– po położeniu się do łóżka zapisuję jedną myśl z dnia.

Kotwica sytuacyjna zmniejsza liczbę decyzji, które trzeba podjąć w ciągu dnia. Działanie przestaje zależeć od nastroju i poziomu energii. Jest uruchamiane przez sytuację, która jest znana i przewidywalna.

Mózg dobrze reaguje na powtarzalne sekwencje. Kiedy zachowanie jest połączone z konkretnym momentem, łatwiej staje się automatyczne. Dzięki temu zmniejsza się koszt psychiczny działania.

Kotwice sytuacyjne pomagają też utrzymać ciągłość w okresach większego obciążenia. Nawet wtedy, gdy dzień jest chaotyczny, pewne punkty pozostają stałe. Właśnie do nich można „przyczepić” nowe nawyki.

To podejście sprawdza się szczególnie wtedy, gdy postanowienie dotyczy regularności, a nie jednorazowego zrywu. Drobne działania, powtarzane w stabilnych momentach dnia, z czasem budują poczucie sprawczości i przewidywalności.

Warto przyjrzeć się swojej codzienności i zauważyć takie momenty, które powtarzają się niemal automatycznie. To mogą być bardzo proste czynności. Na nich najłatwiej oprzeć zmianę.

Do tego odcinka przygotowałam dla Ciebie krótka ściągawkę, 5 narzędzi które pomogą Ci wytrwać w postanowieniu noworocznym, czyli 3 o których właśnie powiedziałam i 2 bonusowe.

Link do pobrania znajdziesz poniżej, lub wchodząc na nataliasadownik.pl/podcast/odcinek73

Noworoczne postanowienia bardzo często są próbą uporządkowania życia i odzyskania poczucia wpływu. Pojawiają się wtedy, gdy coś w nas chce zmiany, ale też większego spokoju i stabilności. Sam fakt, że o nich myślisz, mówi o uważności na siebie i swoje potrzeby.

Zmiana nie dzieje się w oderwaniu od tego, kim byliśmy wcześniej. Powstaje na bazie doświadczeń, emocji i strategii, które w danym momencie miały dla nas sens. Kiedy to uwzględniamy, planowanie przyszłości staje się bardziej realistyczne i mniej obciążające.

Postanowienia mają większą szansę przetrwać wtedy, gdy są dopasowane do realnego życia. Małe kroki podtrzymują ciągłość. Plan na moment potknięcia pozwala wracać do działania bez nadmiaru napięcia. Kotwice sytuacyjne pomagają działać regularnie bez ciągłego podejmowania decyzji.

W tym podejściu zmiana nie polega na zaczynaniu od zera. Polega na stopniowym przesuwaniu się w kierunku tego, co jest dla nas ważne. Z uważnością na siebie i z miejscem na niedoskonałość.

Jeśli chcesz, możesz potraktować ten odcinek jako zaproszenie do sprawdzenia, jak wygląda Twoja relacja ze zmianą. Jak mówisz do siebie, gdy coś idzie wolniej. Jak reagujesz na przerwy i potknięcia. To właśnie te momenty najczęściej decydują o trwałości.

Przypominam, że w opisie odcinka znajdziesz kartę pracy, w której zebrałam pozostałe zasady i pytania pomocne w planowaniu postanowień w sposób spokojny i realistyczny. Możesz do nich wracać wtedy, gdy będziesz potrzebować uporządkowania albo korekty kierunku.

Dziękuję Ci za wspólny czas i uwagę.
Życzę Ci takiego nowego początku, który jest oparty na zrozumieniu siebie i małych, możliwych do utrzymania krokach.

Do usłyszenia w kolejnym odcinku.